W ładną listopadową niedzielę K. i U. zabrali bratanice U. do parku. Gdy tak jechali w miejsce przeznaczenia, dziewczynki ( Młodsza - 5 lat, Starsza - 7 lat) siedziały z tyłu i zadawały przeróżne pytania.
- K. a Ty też masz na nazwisko Mxxxx? - zapytała nagle Młodsza
- Nie, ja mam inaczej na nazwisko niż U. i wy - odpowiedziała K.
- A dlaczego tak? - zapytała Starsza
- (tu wytłumaczyliśmy dzieciom pokrótce dlaczego)
- Czyli ty nie jesteś Mxxxx?? - zdziwiła się Młodsza po chwili namysłu i przetworzeniu otrzymanych danych
- Nie, nie jestem :) - potwierdziła znów K.
- Spokojnie, będziesz! - pocieszyła Młodsza
;)
sobota, 7 stycznia 2012
środa, 4 stycznia 2012
Noworoczne postanowienie - JEDNO!
Noworocznym postanowieniem K. był... BRAK POSTANOWIEŃ!!!
...i nawet w tym postanowieniu jej ciężko wytrwać bo korci ją, by sobie koniecznie ale to koniecznie COŚ postanowić...
przypadek beznadziejny...
...i nawet w tym postanowieniu jej ciężko wytrwać bo korci ją, by sobie koniecznie ale to koniecznie COŚ postanowić...
przypadek beznadziejny...
sobota, 24 grudnia 2011
Last Minute, Last Christmas ;)
Sobota, 24 grudnia, 6.30 rano. Dzwoni telefon....
K.... kogo pozamiatało żeby wydzwaniać o tej porze...
- Słuchm?
- Dzień dobry, ja już tu na panią czekam pod domem.
???... ????? kto do diabła o tej godzinie, chyba pomyłka - zdiagnozowała w myślach K. AAAAAAAAAA Tak... taksówkaaaaAAAAAAaaaaa - sama ją zamawiała dzień wczesniej na punkt 6.30 rano by na pewno nie spóżnić się na pociąg.
- Dziękuję, już wychodzę - odrzekła K. juz bardzo przytomnie, nie uściślając jednak, że właśnie wychodzi z łóżka a nie z domu.
Tu nastąpił armagedon, ubieranie czegokolwiek co się nadawało, szaleńczy slalom po całym mieszkaniu, gaszenie, zapalanie, znów gaszenie świateł, kurtka, szalik, przestawianie kwiatków (?), ścielenie łóżka (bo bez tego to sie nie da wyjść z domu) torby w liczbie 2 (szczęśliwie spakowane dzień wcześniej) i wyjście jak gdyby nigdy nic z domu...
- Obudziłem panią? - zgadł taksówkarz
- Nie, nie, tylko klucza szukałam...
Taksówka odjechała w kierunku PKP, K. spojrzała na zegarek - 6.34... no tak... znów profesjonalnie zagięta czasoprzestrzeń...
Na PKP dojechała 20 minut przed odjazdem pociągu... No comment...
Dojechała na swoją prerię, ściągneła buty i ujrzała 2 skrajnie różniące się miedzy sobą skarpetki...
A skoro już dojechała i spedzi święta w rodzinnym gronie, to i Wszystkim Czytającym życzy, spokojnych i rodzinnych Świąt :)
http://www.youtube.com/watch?v=E8gmARGvPlI
K.... kogo pozamiatało żeby wydzwaniać o tej porze...
- Słuchm?
- Dzień dobry, ja już tu na panią czekam pod domem.
???... ????? kto do diabła o tej godzinie, chyba pomyłka - zdiagnozowała w myślach K. AAAAAAAAAA Tak... taksówkaaaaAAAAAAaaaaa - sama ją zamawiała dzień wczesniej na punkt 6.30 rano by na pewno nie spóżnić się na pociąg.
- Dziękuję, już wychodzę - odrzekła K. juz bardzo przytomnie, nie uściślając jednak, że właśnie wychodzi z łóżka a nie z domu.
Tu nastąpił armagedon, ubieranie czegokolwiek co się nadawało, szaleńczy slalom po całym mieszkaniu, gaszenie, zapalanie, znów gaszenie świateł, kurtka, szalik, przestawianie kwiatków (?), ścielenie łóżka (bo bez tego to sie nie da wyjść z domu) torby w liczbie 2 (szczęśliwie spakowane dzień wcześniej) i wyjście jak gdyby nigdy nic z domu...
- Obudziłem panią? - zgadł taksówkarz
- Nie, nie, tylko klucza szukałam...
Taksówka odjechała w kierunku PKP, K. spojrzała na zegarek - 6.34... no tak... znów profesjonalnie zagięta czasoprzestrzeń...
Na PKP dojechała 20 minut przed odjazdem pociągu... No comment...
Dojechała na swoją prerię, ściągneła buty i ujrzała 2 skrajnie różniące się miedzy sobą skarpetki...
A skoro już dojechała i spedzi święta w rodzinnym gronie, to i Wszystkim Czytającym życzy, spokojnych i rodzinnych Świąt :)
http://www.youtube.com/watch?v=E8gmARGvPlI
niedziela, 18 grudnia 2011
Kokos
K. od czasu wyjazdu U. miewa różne ciekawe pomysły. Ostatnio podczas małych zakupów zobaczyła na półce kokos. O! tego to jeszcze nie było!
Uśmiechneła się sama do siebie, wybrała jedynie słuszny, najlepszy egzemplarz i poszła do kasy.
Kokos przeleżał 2 dni na parapecie kuchennym, aż to w końcu postanowiła sie do niego dobrać. Akurat rozmawiała przez telefon z U. który gorąco odradzał jej robienie z kokosem cokolwiek innego poza patrzeniem na niego. K. jednak sie uparła go otworzyć i zjeść!
W otwieraniu kokosa brały udział niemal wszystkie przybory kuchenne od noży, przez widelce (?) po korkociąg. Ostatecznie kluczem od drzwi tarasu (!) udało się jej zrobić małą dziurkę. Niby fajnie ale jednak nie ten efekt... Zabrała kokos i zeszła do piwnicy w poszukiwaniu bardziej konkretnego rozwiązania. Znalazła wielki, ciężki, gumowy młotek. To jest to! Zamachnęła się i uderzyła w kokos. Ten jednak odskoczył i potoczył się w kąt. K. rozejrzała się po piwnicy raz jeszcze.
Hmm... szlifierka? Ale jak by to tu włączyć...
I tu K. doznała olśnienia, które powinno nastąpić na początku - uznała, że zapyta wujka Google jak sobie z tym radzą inni (z kokosem, nie szlifierką). Pobiegła do komputera, poczytała, następnie włożyła kokos do gorącego piekarnika, wyjęła po kilku minutach i lekko uderzyła w niego małym młotkiem. Kokos się poddał od razu :)
K. jednak po zaciętej walce przestała mieć na niego ochotę, połamała więc na kawałki i włożyła do lodówki. Niech teraz sobie poczeka...
Uśmiechneła się sama do siebie, wybrała jedynie słuszny, najlepszy egzemplarz i poszła do kasy.
Kokos przeleżał 2 dni na parapecie kuchennym, aż to w końcu postanowiła sie do niego dobrać. Akurat rozmawiała przez telefon z U. który gorąco odradzał jej robienie z kokosem cokolwiek innego poza patrzeniem na niego. K. jednak sie uparła go otworzyć i zjeść!
W otwieraniu kokosa brały udział niemal wszystkie przybory kuchenne od noży, przez widelce (?) po korkociąg. Ostatecznie kluczem od drzwi tarasu (!) udało się jej zrobić małą dziurkę. Niby fajnie ale jednak nie ten efekt... Zabrała kokos i zeszła do piwnicy w poszukiwaniu bardziej konkretnego rozwiązania. Znalazła wielki, ciężki, gumowy młotek. To jest to! Zamachnęła się i uderzyła w kokos. Ten jednak odskoczył i potoczył się w kąt. K. rozejrzała się po piwnicy raz jeszcze.
Hmm... szlifierka? Ale jak by to tu włączyć...
I tu K. doznała olśnienia, które powinno nastąpić na początku - uznała, że zapyta wujka Google jak sobie z tym radzą inni (z kokosem, nie szlifierką). Pobiegła do komputera, poczytała, następnie włożyła kokos do gorącego piekarnika, wyjęła po kilku minutach i lekko uderzyła w niego małym młotkiem. Kokos się poddał od razu :)
K. jednak po zaciętej walce przestała mieć na niego ochotę, połamała więc na kawałki i włożyła do lodówki. Niech teraz sobie poczeka...
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Wypadek
Jakiś czas temu, podczas zakupów w jednej Galerii Handlowej K. i U. zatrzymali się na małą kawę. Gdy już usiedli przy stoliku, uwagę K. przyciągnęła fryzura jednej z kelnerek... K. za chiny nie mogła zrozumieć gdzie tej pani włosy się zaczynają, gdzie kończą i w jaki sposób trzymają się na głowie...
- Kochanie widzisz fryzurę tej pani? jak ona ma to zrobione?
- to jest fryzura? ja myślałem, że to wypadek.
K. więcej nie zadawała U. podobnych pytań ;)
- Kochanie widzisz fryzurę tej pani? jak ona ma to zrobione?
- to jest fryzura? ja myślałem, że to wypadek.
K. więcej nie zadawała U. podobnych pytań ;)
niedziela, 11 grudnia 2011
Śmietana
Debata z U. nad śmietaną:
- co to jest?
- śmietana
- ale chyba już zepsuta?
- nie, dlaczego? no gęsta jest ale ona ma 12%
- hmm... u nas takich nie ma...
- co to jest?
- śmietana
- ale chyba już zepsuta?
- nie, dlaczego? no gęsta jest ale ona ma 12%
- hmm... u nas takich nie ma...
piątek, 9 grudnia 2011
Zmora weekendowa
Jakoś tak sie składa, że od dobrych dwóch weekendów K. nie może się porządnie wyspać, bo ciągle COŚ sprawia, że musi dość wcześnie wstać. A to wyjazd, a to załatwianie jakichś spraw itp. Postanowiła, że w TĄ sobotę wstanie z łóżka dopiero wtedy, gdy od leżenia rozbolą ją wszystkie kości. Plan doskonały. Ledwie zdążyła się ucieszyć...
- nie przeszkadza ci jak jutro zejdę pracować o 7 rano? - zapytał niewinnie Człowiek Remontujący Taras...
Subskrybuj:
Posty (Atom)