wtorek, 8 października 2013

Rura bardaszana

K. się pochorowała.... U. odwiózł ją do przychodni, ale miał ograniczony czas więc wrócić musiała już sama autobusem. Tak się składało, że miała jeszcze wazny bilet 24h więc jak znalazł.
Wraca więc sobie autobusem, wyposażona w recepty, marzy jedynie o ciepłym łóżku i świętym spokoju...


- Bilet do kontroli! - zagrzmiał nad nią jakiś wielkolud
K. wyciąga swój bilecik skasowany dzien wcześniej i podaje Kanarowi

- Prosze pani ten bilet jest już nie wazny, proszę dokument tożsamości - oznajmił Kanar
- Jak nie ważny, skoro jest na 24 h?? - zdziwiła się K.
- No proszę spojrzeć skasowany 3.10 o 12:00 a mamy 4.10, on jest na wczoraj - obstaje przy swoim Kanar
- no mamy 4.10 godz 10:00 ... - K. próbuje nadal tłumaczyć wielkoludowi jego bład
- no tak a bilet jest wczorajszy - odparł nieugięty Kanar
- ale 24 godziny się jeszcze nie skonczyły ty ruro bardaszana!!!!! - zityrowała się K.

Kanar zaniemówił i sobie poszedł....
K. też zaniemówiła bo sie zaczeła zastanawiać skąd jej się wzieła ta rura bardaszana i co to właściwie jest. Została nawet zapytana przez jednego z rozbawionych pasażerów czym jest ów rura ale nie wiedziała.
Czymkolwiek jednak ta rura by nie była... jest skuteczna!

sobota, 31 sierpnia 2013

polska droga, trudna droga...

K. i U. jadą autem. Jakie zwyczaje są na polskich drogach wiadomo... ale U. jakoś nie może przejść nad tym do porządku dziennego...

- O patrz! patrz! widzisz?? on kradni mi pierwszenstwo!
- wymusza... i sie przyzwyczaj jakem i ja się już przyzwyczaiła...

czwartek, 22 sierpnia 2013

Wieczorne dialogi

K. i U. zbierają się do spania. U. patrzy na spodnie rozłożone na komodzie.
- To jutro ubierasz, tak?
- Jak to ubieram???? Po co?
- No tak położyłaś to myślałem że ubierasz...
- Ale że czemu mam nosić Twoje spodnie???
- A to moje???
- Naprawde myślałeś że to są moje spodnie??? :D
- no myślałem...
- Tak U. masz racje, z dnia na dzień przytyłam 2 razy i urosłam o 20 cm.. :D
- Czyli uważasz, że jestem gruby.... oj Ty!
- U. litości, byłoby lekko kiepawo gdybym ja nosiła Twój rozmiar a Ty mój... choć już spać...

wtorek, 20 sierpnia 2013

Jak by nie było to U. też jest facetem...

U.w biurze, K. dzwoni z domu:

- U. co Ty chcesz na obiad?
- A co proponujesz?
- hmm zbyt wielkich możliwości nie ma, więc albo zrobie Ci Twoją ulubioną zupę, albo zrobisz zakupy i kupisz na obiad coś na co masz ochotę...
- no to zrób zakupy!


Faceci! Pod każdą szerokością geograficzną tacy sami...

sobota, 3 sierpnia 2013

Upalna masakra

Sobota. Na dworze 35 stopni. K. od rana plącze się i marudzi, że jej źle, że już chce do domu, odpocząć, iść z powrotem spać, cokolwiek... Pojechała z U. rano do biura, potem do jednego sklepu, potem kolejnego bo kompletują właśnie sprzęty biurowe.
W sklepie numer dwa, uznała, że już dłużej nie zdzierży i chciała wyjść. Nie zdążyła. Zrobiło jej się ciemno przed oczami i następne co pamięta to kilka osób próbujących dać jej pić, obkładających ją mokrymi chusteczkami i nie pozwalających wstać z podłogi. Ona jednak uparcie "gdzie jest U." i "gdzie jest U." bo straciła poczucie czasu i myślała, że U. nic nie zauważył i wyszedł ze sklepu. Ludzie pomagający jej uznali, że bredzi od rzeczy, coś jej się poprzestawiało (bo nikt nie wpadł na to, że U. to może być imię)  i tym bardziej koniecznie trzeba wezwać pogotowie. Jak się okazało, U. się tam całkiem szybko pojawił, tylko K. się nie od razu zorientowała. Przyjechało pogotowie, uradzili, że zabierają K. na badania, więc spędziła kawał dnia na Izbie Przyjęć. Wyszło na to, że za mało pije i stąd te atrakcje. Próby przekonania ratowników, że 3 litry wody dziennie jej się na pewno nie zmieszczą nie przyniosły rezultatu. Jeden z pomagających w sklepie ludzi, okazał się być lekarzem, a w dodatku ortopedą, który zrobił na U. takie wrażenie, że ten wziął od niego wizytówkę bo ortopedy w Polsce właśnie szukał. Tym samym znalazł. I śmieje się z K. że jak będzie potrzebował innego specjalisty to wie już co robić ;)



niedziela, 28 lipca 2013

pierwsze koty za płoty ;)

K. od jakiegoś czasu zgłębia tajniki prowadzenia samochodu. Progress w sumie jakiś jest choć K. wyczynia czasem rzeczy, jakie się najlepszym piratom drogowym nie śniły, przyprawiając Instruktora o zawał, nerwice albo siwe włosy. Przed pierwszą jazdą słyszała w sumie, że juz na pierwszej jeździe wyjeżdża się na miasto ale nie bardzo dawała temu wiare. Bo jak tu wyjechać na ulice z samochodami skoro nie ma jak ostrzec innych, że znajdują się w złym miejscu i złym czasie? Tak więc Instruktor pierwsze co zabrał K. na plac. Luz, pokręciła się w jedną i w drugą strone posłusznie wykonując polecenia. W pewnym momencie zauważyła, że zbliża się niebezpiecznie do bramy wyjazdowej...
- prawda, że nie wyjeżdżamy na ulice?? - upewniała się K.
- prawy kierunkowskaz, podjedź do krawedzi, zatrzymaj sie i włączamy się do ruchu... ale oddychać tez musiiiisz!!!

Wyjechała... pierwszym napotkanym autem któremu przy okazji nieco zajechała drogę był... radiowóz :)

Pojeździła, ogarnęła i po kilkunastu godzinach zasłużyła na jazde pozamiejską...

- ale na drogę ekspresowa wjeżdżamy, gaz, gaz, musisz sie rozpędzić!!!!
- przecież sie rozpędziłam!
- za wolno jedziesz, dodaj gazu albo ja wysiadam!
- niebezpiecznie tak w biegu wysiadać!
- wszystko jest bezpieczniejsze od wjeżdżania na ekspresówkę z taką prędkością!
- no dobrze...

I dziś sie dowiedziała że skręt w lewo to trudny manewr... hmm... o tym akurat pojęcia nie miała :)



środa, 26 czerwca 2013

Dobry kierowca

K. się przeprosiła z kursem na prawo jazdy i dziś miała pierwsze zajęcia. Na rozgrzewkę prowadzący zajęcia napisał na tablicy: "Dobry kierowca jest:" i K. wraz z towarzyszami niedoli miała podać cechy dobrego kierowcy. Chętnych nie było, więc prowadzący zagaduje...
- No dalej, dobry kierowca jest?
- Niemcem... - wypaliła K.

Gdyby spojrzenia mogły zabijać...