piątek, 11 maja 2012

Modernizacje muszą być!

K. i U. mieszkają w cudnym mieście Wrocław, ostro przygotowującego się do EURO 2012. W tym celu stare i całkiem dobre automaty parkingowe zostały zamienione na nowe, lepsze, mądrzejsze...
Tak więc K. i U. przyjechali do Centrum aby załatwić kilka spraw. K. podbiegła do parkometru celem kupienia biletu. Wrzuca monety jeden raz... nic... drugi raz... nic... aaa ok trzeba wpisac rejestrację, wpisuje więc 5 znaków jakie auto U. ma na białych blaszkach. Automat twierdzi że rejestracja jest za krótka... WTF??? nie ma na niej nic więcej, obejrzała samochód i automat raz jeszcze, spróbowała ponownie... ni cholery...hmm może sie coś przełącza... nie jednak nie... 

Tak, automat akceptował tylko i wyłącznie 7 znakowe rejestracje... Modernizacja w sam raz na EURO... 

K. spojrzała na U., U spojrzał na K. wzruszyli ramionami i poszli sobie. 
Wracając zobaczyli nieopodal patrol Policji... hmm może oni coś wiedzą? Podeszli więc i zapytali... Policjanci silili się na powagę acz nie udało im się ukryć zdumienia i rozbawienia nowym wynalazkiem. 

K. po powrocie śmiejąc się jak norka, będąc nieco złośliwą istotą, doniosła newsa do swojego ulubionego radia. Z gotowego reportażu dowiedziała się co sądzi o tym sam właściciel automatów... otóż... Trzeba się do tego przyzwyczaić :D

Poniżej nagranie, dla zainteresowanych :)

czwartek, 10 maja 2012

To koniec...

K. dzis rozwiązała umowę o prace bez okresu wypowiedzenia. Nie czuje się z tym wcale świetnie bo dogadać się z Przełożonym próbowała. Najbardziej chyba irytuje fakt, że ona sie owszem do własnych błędów przyznaje a Przełożony ma zawsze argument na swoje zachowanie. On uważa że to K. jest nie fair. K. uważa że każda ze stron ma troche na sumieniu. Przełożony powiedział o kilka słów za dużo i pokazał że rzeczywiście jest mu obojętne czy K. będzie dalej pracowała czy nie. Nie pozostawił K. innego wyboru. Zdaniem K. szef który potrafi się przyznać do błędu jest cenniejszy niż ten który wie wszystko i cokolwiek nie zrobi to jest słuszne. Mimo tego że wolna już jest, to obiecała kolegom z pracy że dokończy z nimi nową wersję i odejdzie definitywnie w środę, kiedy ów wersja zostanie wgrana. Bo K. juz taka jest...

ale niech ten U. już wróci i przytuli!

Przy okazji chciała podziękować swojemu Blogowemu Kółku Wzajemnych Komplementów jak też Pozablogowym Wtajemniczonym, za wsparcie. K cieszy się, że takie właśnie Kółko ma - może i nieduże ale za to jakie fajne :)

niedziela, 6 maja 2012

Przewrotny majowy "weekend"

Majowy Tydzień (bo składający się z aż 2 weekendów ;) minął bardzo przewrotnie.
Z jednej strony oświadczyny U. (K. chyba jeszcze nie do końca ogarnia rzeczywistość ;) z drugiej strony... zrezygnowanie z pracy w obecnej firmie... To chyba konieczność, acz K. sama do końca nie wierzy we wczorajsze wydarzenia. I tak naprawdę nie wie kto tu zachował się nie fair...
Minął już 4 dzień miesiąca a należnej wypłaty na koncie brak. Zadzwoniła więc do Przełożonego z pytaniem. Z rozbrajającą szczerością zakomunikował jej, że celowo nie przelał jej wynagrodzenia żeby wiedziała jak to jest spóźniać się w terminami w pracy. Wnerwiła się i powiedziała Przełożonemu co o tym myśli po czym rozłączyła się. Bo nie rozumie jak tak można.... Tak, są opóźnienia terminów, tak K. otwarcie przyznaje się do tego, że robi błędy które musi poprawić i pracuje nad ich zniwelowaniem. Ale są kwestie na które K. nie ma wpływu. Tak jak nie do końca ma wpływ na dotrzymanie terminów, bo nad ich dotrzymaniem powinien pracować cały zespół. Bo np nijak nie ma wpływu na to, że np osoba pracująca zdalnie, bierze sobie kilka dni wolnego, nikogo o tym nie uprzedzając mając gdzieś terminy. Karę w postaci opóźnienia przelewu dostaje jednak tylko K. Sam Przełożony też obiecał zrobić kilka usprawnień ale jakoś czasu mu zabrakło. I nie jeden raz bywało, że zwyczajnie zapomniał wykonać przelew. K. przymykała na to oko, bo wie ile rzeczy Przełożony ma na głowie, jest tylko człowiekiem - zdarza się.

U. wrócił do domu i zobaczył K. całą w nerwach. Powiedziała mu co się stało, a jako, że odmówiła wszelkich rozmów z Przełożonym, U. wziął sprawy w swoje ręce. Zadzwonił do niego by wyjaśnić sprawę. Usłyszał, że K. jest bardzo złym pracownikiem, same z nią problemy i ogólna masakra. Dodał też, że jeśli chce ona zrezygnować z pracy to jak najbardziej może bo Przełożonemu jest to doskonale obojętne. To dla K. był szok. Sam Przełożony nie powiedział nigdy bezpośrednio do K. że wszystko totalnie robi źle, owszem rozmawiali o tym co trzeba poprawić i K. miała wskazówki Przełożonego na uwadze podczas pracy ale... wszystko totalnie źle? same problemy? Tak beznadziejnemu pracownikowi chyba nie dorzuca się do obowiązków nowej całkiem dużej kwestii jaką jest... administrowanie budynkiem należącym do Przełożonego (pominąć fakt, że nijak ma to związek z IT). Poza tym jeśli z pracownikiem są same problemy to takiego chyba się zwyczajnie zwalnia a nie trzyma w firmie nie wiadomo po co? K. już pomija fakt, że będąc na L4 pracowała czasem zdalnie, bo wiedziała ile jest pracy i jakim problemem dla reszty zespołu jest jej nieobecność. Bywało także, że będąc na urlopie podłączała się zdalnie do komputera w pracy aby sprawdzić czy wszystko tam gra.

O ile sprawa z opóźnieniem przelewu K. zbulwersowała, o tyle słowa Przełożonego jakoby była totalnie złym pracownikiem i totalna obojętność w sprawie jej dalszej pracy zadecydowała o tym, że K. chyba złoży wypowiedzenie... Bo jeśli Przełożony ma o niej takie zdanie to K. ma na tyle honoru by tą farsę zakończyć. Dobrze robi? Bo już sama nie wie kto tu jest zły i nie fair.


czwartek, 3 maja 2012

Rocznica z niespodzianką

W poniedziałek, minął dokładnie rok (acz zeznania są sprzeczne, czy był to jeszcze kwiecień, czy już maj) od kiedy K.i U. są razem. Minęło nie wiadomo kiedy a wydarzeń i zwrotów akcji w tym czasie było co niemiara...
I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od durnej wiadomości K. do U. kiedy naiwnie sądziła, że nawet jeśli ten Bawarczyk przeczyta, to i tak nie odpisze, a już na pewno nie znajdzie się we Wrocławiu. Tymczasem K. i U. mieszkają już jak stare dobre małżeństwo i nie mogą sobie wyobrazić że mogłoby być inaczej...
W poniedziałek U. zabrał K do Rynku, mówiąc, że koniecznie muszą pójść do knajpki, do której poszli gdy spotkali się na żywo po raz pierwszy.
- Pamiętasz? Tu wtedy też siedzieliśmy, a potem poszliśmy do tego parku - powiedział U. gdy przechodzili koło latarni na Rynku
- No coś takiego było faktycznie - zgodziła się K. jednocześnie zauważając że coś jej nie pasuje...
- U. ale ta knajpka jest tam, to gdzie idziemy? - zapytała kontrolnie K.
- No do tego parku, tam gdzie byliśmy kiedyś - wyjaśnił U.
- Którego? No dobrze... to chodźmy - zgodziła się K. nie rozumiejąc zbytnio takiej sentymentalności u jednak mocno praktycznego na co dzień Bawarczyka

- Patrz, nasza ławka zajęta, to chodź siadamy chwile tu. - zadecydował U.
K. nie miała pojęcia dlaczego ławka  jest nagle nasza skoro siedzieli na niej cały jeden raz ale OK. Musi przyznać, że nie posądzała U. o aż taki romantyzm...
K. przytuliła się do U. który wyciągnął skądś małe granatowe pudełeczko.

- Czy Ty zostajesz moja żona? - zapytał U. nim K. zdążyła zareagować w jakikolwiek sposób
K z wrażenia nie padła, tylko dlatego, że siedziała i... zgodziła się :)
I choć nosi śliczny pierścionek od 2 dni to nadal nie za bardzo ogarnia rzeczywistość ;)


-------------------
Bo wiesz, to miało być całkiem inaczej... miałem dużo gadać, miałem iść na kolana, pierścionek miałem mieć w kieszeni od spodnie a nie ciągnąć z aktówka... - tłumaczył później U. rozbawionej K.
K. swoją drogą "ciągnięcia pierścionka z aktówki" nie zauważyła ;)



niedziela, 29 kwietnia 2012

Lody Drożdżowe

Dziś K. U. wraz z całą rodzinką brata U. poszli na lody. Gdy już wszyscy dostali swoje porcje i usiedli w kawiarnianym ogródku, miedzy Starszą i Młodszą wywiązał się dialog:
- Ja to bym chciała lody drożdżowe! - wymyśliła Młodsza
- Drożdżowe? przecież w lodach nie ma drożdży - wyjaśniła Starsza
- No ale by tak ciągle rosły i rosły... my byśmy jedli a one ciągle by rosły... - rozmarzyła się Młodsza



sobota, 14 kwietnia 2012

C jak...

Spokojne piątkowe popołudnie. K. wróciła z pracy i zabrała się za robienie obiadu. U. w tym czasie próbował coś załatwić przez telefon...
- Dzieńdobry, czy jak podam pani kod towaru to mi pani może powiedzieć czy to macie i można kupić?
Dobrze to ja podaje kod, to jest...
Jeden...
Trzy...
Pięć...
A jak Alicja...
C jak... jak... yyy... C jak Cholera...

K. z wrażenia niemal zanurkowała w misce od miksera, U. tłumaczył, że może nie było to najlepsze słowo ale niestety innego nie pamiętał a przecież pisze się przez CeHa i ma na początku C.
No w sumie ma...

wtorek, 10 kwietnia 2012

Budzik

6.00 rano... dzwoni budzik U. K. zakopała się w kołdrę jeszcze bardziej. U. sięga po telefon, coś chwile klika, odkłada telefon i śpi dalej... Dziwne zachowanie jak na człowieka który zawsze wstaje z pierwszym piśnięciem budzika jak na komendę.
- U. co Ty robisz? i własciwie dlaczego budzik na 6.00 rano skoro spotkanie masz o 9.00? - wymamrotała półprzytomnie K.
- no dlatego, że musze wstać o 6.30 i dzieki temu moge jeszcze pół godziny spać... - wyjaśnił równie przytomnie U.

Bo gdyby nie ustawił budzika, to by nie wiedział, że zostało mu jeszcze aż pół godziny spania ;)))
K. ostatecznie też się miło zrobiło na myśl o półgodzinnym wylegiwaniu się w łóżku ;)

Dziwna metoda ale... działa? Działa!