piątek, 8 czerwca 2012

Spoko...

U. wychodzi rano z domu. K. napomknęła mu o zmianach w organizacji ruchu i ogólnym chaosie związanym z Ojro.
- Spoko, koko, spoko - odpowiedział żartobliwie U.
- No nie... Ty tez sie nasłuchałeś naszego super hymnu na EURO??? - zapytała K.
- Nie, nie słyszałem, a macie taki hymn? serio? oje.. masakra... - zaśmiewał się U.

Tak właśnie, nic dodać nic ująć...

Tymczasem U. wyraził chęć oglądania meczu Polska - Grecja i jeszcze większą chęć by K. mu w tym towarzyszyła...

I będzie kibicował Polakom ;)

niedziela, 3 czerwca 2012

Ojro

Nadciąga szumnie zapowiadane od dłuższego czasu EURO 2012... Rozmaite portale (a także sławny "zegar piłkowy" na Świdnickiej we wro) odliczają dni do rozpoczęcia. Zostało całe pięć piłek. Dla K. oznacza to, że ma całe 5 dni na zbudowanie pancernego schronu, albo ewakuację. Piwnica wydaje się mało bezpieczna. Zielona i spokojna dzielnica w której mieszkają K. i U. tym razem wydaje się być jednak zbyt blisko centrum.
K. nawet na zakupach nie zaznaje spokoju, bo tu parówki kibica, tu jogurt kibica, tu serek w promocji oczywiście z czarno białą piłką, tu jakieś gadżety, tu o zgrozo sms z ofertą na EURO (!) na jej ściśle prywatny numer, pod prysznicem również EURO (K. chyba się oduczy włączania radia w prysznicu), w piwnicy znalazła nawet papilotki do mufinek... zielone w czarno białe piłeczki (jak one sie tam znalazły K. doprawdy pojęcia nie ma, ale brutalna prawda jest taka, że musiała je sama własnymi ręcami kiedyś kupić i nie wie co jej wtedy przyświecało). Na Rynku o zgrozo - Strefa Kibica. K. nie ma pojęcia kto to wymyślił i dlaczego nie zorganizował strefy na np Polach Marsowych które się świetnie do tego nadają. Podobno dzieki temu się wypromujemy i wszyscy na tym skorzystamy. No comment!

Taaak, K. wie że gdyby nie EURO, to nie mielibyśmy stadionu, wyremontowanego dworca, obwodnicy, terminalu lotniczego, nowych parkomatów ( :D), fontanny multimedialnej być może tez by nie było, etc. ale czy potrzebujemy tu tysięcy Rosjan?? Nie mogliby tak grupkami rozłożonymi w czasie przyjeżdżać?*



* K. przeczytała nagłówek artykułu "Tysiące Rosjan przyjedzie do Wrocławia". Nie ma w sumie nic do tejże narodowości ale zabrzmiało tak jakoś militarnie i groźnie...

wtorek, 29 maja 2012

Umyta księgowa

Wtorkowe przedpołudnie. K. własnie wróciła od dentysty, zastała U. rozmawiającego przez telefon (a jakżeby inaczej ;) Rozciągnęła swoją powłokę na łóżku obok rozmawiającego intensywnie U. i przysłuchiwała się rozmowie...

- ... tak, to jest księgowa czysta numer... - rozprawiał z jakimś urzędem U.

K. w tym momencie utkwiła wzrok w jednym punkcie, chwilę zastanawiając się co poeta mógł mieć na myśli... Nie domyśliła się, spojrzała więc U. przez ramię na ekran laptopa w poszukiwaniu tekstu przeczytanego właśnie przez U. ...
- księga wieczysta - szepnęła do U. poprawiając go i zanurkowała twarzą w poduszkę śmiejąc się perfidnie...

K. podziwia U., który potrafi w takiej sytuacji zachować profesjonalną powagę, jedną ręką intensywnie rozmawiając a drugą intensywnie wbijać palce w żebra K. by ta przestała się w końcu nabijać ;))


czwartek, 24 maja 2012

Upalne pomyłki

K. wybrała się na zakupy do Korony. Z racji nieobecności U. - autobusem. Wyszła z domu i właśnie przejeżdżał ten, właściwy, jedynie słuszny autobus. Do przystanku śmiesznie blisko, więc dobiegła. Wsiadła, zajęła miejsce przy oknie, rozsiadła się, akcja szyba, kilka przystanków i będzie na miejscu. Kątem oka spostrzegła babulinkę, obładowaną zakupami, która usiadła obok niej, zastawiając reklamówkami wolną przestrzeń na podłodze. Torby z zakupami hipermarketu do którego właśnie wybierała się K. nie dały absolutnie nic do myślenia... Ujechały tak ze 3 przystanki...
- Ale dziś upał, no żyć się nie da, ledwo z tej Korony dotargałam zakupy... - monologowała babulinka w stronę K.
- no, tak upał... - skwitowała K. nie bardzo mając ochotę na konwersacje w saunie na kółkach

Zaraz, zaraz... skoro babcia wraca z Korony, a K. do Korony właśnie zmierza a obydwie jadą w jednym autobusie w konkretnym kierunku... 
      ...to znaczy.... 

             ...że którejś coś się zdrowo popier... z tego upału... Pytanie tylko której...

Spojrzała na reklamówki raz jeszcze, jak nic z Korony... spojrzała za okno... zdecydowanie nie zna tych rejonów... Mhm... wygląda na to, że ten autobus w Koronie JUŻ BYŁ i to zanim znalazła się w nim K.

Ze stoickim spokojem wygramoliła się ze swojego miejsca, wysiadła na najbliższym przystanku. Jego nazwę widziała pierwszy raz w życiu na oczy. Znalazła przystanek w strone przeciwną, przeanalizowała tablicę, wynikało z niej, że jedyny przejeżdżający tędy autobus, w stronę tym razem właściwą będzie za 32 minuty...
W trakcie zwiedzana nowej okolicy w 30 stopniowym upale, uznała, że jednak z Korony nic nie potrzebuje...



Już nie będzie dziwnie spoglądać na ludzi mieszkających w tym mieście od lat, mylących kierunki autobusów...


środa, 23 maja 2012

K. ma sprawę...


Dziś przyszedł do niej człowiek i zapytał czy mógłby coś pomóc w ogrodzie bo chce zarobić coś na pampersy dla dziecka i na mleko. K. pracy w ogrodzie ma nieziemską ilość więc się dogadali.
Chłopak wygląda na uczciwego, cieszy się z każdej możliwości zarobienia kilku złotych. Ma niestety kiepską sytuacje finansową, 4-letnie dziecko z autyzmem i 7 miesięczne aktualnie w szpitalu. Potrzebuje trochę ubrań dla dzieci, głównie dla 4 - letniej dziewczynki. Stąd pytanie do Was:
Macie może na zbyciu trochę ubranek na 4 - latkę z których Wasze dzieci wyrosły? Może ktoś z Was zna kogoś komu takie ubranka zalegają i nie ma co zrobić z nimi? Dajcie znać jak by co, człowiek z pewnością się ucieszy.

I dzięki Wam :))

czwartek, 17 maja 2012

Podglądacz

K. nie lubi, kiedy U. wyjeżdża w celach służbowych gdziekolwiek na kilka dni. Oprócz tego, że zwyczajnie lubi jego towarzystwo, ma pewną paranoję... Paranoję pt: "Ktoś na pewno chodzi po tarasie albo zagląda w okna jak śpię" bo mieszkanie jest na parterze. Dziś K. przekonała się, że jej paranoja nie jest wcale taka wydumana...

Środek dnia. K. weszła do sypialni po telefon i nagle cofnęła się o krok. Przez okno zaglądał do sypialni jakiś facet. Zaglądał zdecydowanie celowo, bo aby zajrzeć, trzeba się jednak postarać - wejść do ogródka, znaleźć coś na czym można stanąć...
K. wnerwiła się w ułamku sekundy i pobiegła do drzwi wejściowych nim jegomość zdążył do nich dojść. Nie czekając na wyjaśnienia, powiedziała mu kilka ciepłych słów, pogroziła, zwymyślała i dała całe 3 sekundy na oddalenie się.
- Aaaale ja do Krystiana... - próbował się tłumaczyć podgladacz
- I sprawdzał Pan czy go przypadkiem nie ma u mnie w sypialni rozumiem? - zapytała wściekła K.
- Nie... no bo ja yyy, tu dwa dzwonki są i nie wiedziałem który...
- ŻADEN! Nie mieszka tu żaden Krystian! Za Panem znajduje się bramka i proszę z niej natychmiast skorzystać!- wyjaśniła K.
- ale co się tak Pani dener...
- Teraz! - ponagliła K. posyłając spojrzenie niecierpiące dyskusji. Usłyszała hałas u sąsiadów na górze i odruchowo odwróciła się. W tym czasie jegomość zniknął. Po prostu, zdematerializował się.


Później usłyszała rozmowę u sąsiadów:
- Ty Hania, Zbyszek miał przyjść, nie?
- No o 15 miał być...

K. na swoje usprawiedliwienie ma to, że nie znosi takiego bezczelnego wścibstwa i włażenia z butami w czyjąś prywatność. I to, że Pan chciał do Krystiana, a tu żaden taki nie mieszka ;) Że niby ze stresu imiona pomylił?



poniedziałek, 14 maja 2012

Ogródkowe znajomości

K. w ramach prac ogrodowych zapoznaje się z sąsiadami dookoła...

Ogród z lewej:
Ulubiona sąsiadka K. i U. można zamienić z nią parę słów, wymienić się informacjami ogródkowymi, porozmawiać o różnych sprawach.

Ogród na przeciwko:
Przemiły staruszek, który bardzo ciepło powitał  K. i jak to stwierdził: "Będziemy sobie pomagać! "

Ogród w kącie na przeciwko/z prawej:
Wiecznie piknikujące pod wielką magnolią starsze towarzystwo. Nieco irytujące, bo głośne i dymiące.

Ogród z prawej:
Sąsiadkę z ogrodu z prawej K. ujrzała dopiero dziś. Sąsiadka z kategorii wścibskich. Wywiązał się taki oto dialog:
- A co to sąsiadka sadzi czy sieje? - zapytała sąsiadka
- I jedno i drugie - odpowiedziała K.
- A co to sama tak dba o ogród? - dopytywała sąsiadka
- Sama - odpowiedziała K.
- A co to??? padało??? to na cholere ja podlewam??? - zdziwiła się sąsiadka bacznie obserwując wodę cieknącą po schodkach w ogrodzie K.
- Tak padało...  - wyjaśniła K.   ... karcherem padało... dokończyła pod nosem.*

*K. chwilę wcześniej umyła karcherem narzędzia których używała. Stąd woda lejąca się po schodkach. Sąsiadka tak zaabsorbowana ogrodem K., że nie spostrzegła iż u niej ziemia sucha jak pieprz. Ów sąsiadka nie miała też ze sobą nic do podlewania.