sobota, 16 lutego 2013

Klapiący urok K.

Sobota. K. i U. plany co do tego dnia mają dziś nieco jakby sprzeczne. U. chce oglądac film - co oznacza egipskie ciemności w kuchni i w salonie (bo U. lubi mieć całkiem ciemno do oglądania filmu) a K. by chciała coś robić własnie w kuchni...
Tak więc K. wydumała kompromis, że potem jak będzie już ciemno na dworze to ona obejrzy z nim dowolny film - nawet bez polskich napisów... przedstawia więc pomysł wspomagając się urokiem osobistym, robiąc umizgi... uśmiechy... mrugając zachęcająco oczami...
- przestań klapać oczami! - rozkazał U. śmiejąc się z K.

K. klapać przestała... bo trudno klapać oczami śmiejąc się do ropuku ;)




środa, 13 lutego 2013

Walentynki

Jutro szumnie zapowiadane wszędzie Walentynki. A K. się zastanawia komu właściwie ma służyć to święto?
- Zakochanym, tym którzy mają fajne, zdrowe i szczęśliwe związki? - hmm, tacy pamiętają o sobie codziennie i własciwie nie wiadomo co mogliby tego dnia zrobić dla siebie bardziej albo lepiej. O! powinni się udać na romantyczną kolację przy świecach! A jeśli to nie leży w ich naturze? Albo do romatycznej kolacji nie potrzebują koniecznie odpowiedniej daty?
- Tym, którzy na codzien o siebie nawzajem jakoś szczególnie nie zabiegają i żyją trochę obok siebie a uczucia sobie okazują tylko od święta? - powinni raczej przemyśleć po co ze sobą są...
- Tym, którzy na Walentynkach zarabiają, sprzedając rozmaite walentynkowe gadżety? - chyba najbardziej. Bo przecież on bezdusznym facetem jeśli akurat TEGO DNIA nie podaruje swej wybrance choć małego pudełka czekoladek a ona będzie egoistką jeśli nie odwdzięczy się choćby bokserkami w serduszka...

Tak więc K. i U. Walentynek nie obchodzą :)



sobota, 9 lutego 2013

k.zip

Wczesny ranek. K. i U. leżą jeszcze w łóżku. U. przyciąga do siebie K. odwraca ją... przekłada, przyciąga jej kolana do głowy... przekłada ręce... K. w końcu straciła cierpliwość...
- Kochanie co Ty właściwie robisz?
- Lubie jak zajmujesz tak mało miejsca jak to możliwe, o! widzisz teraz mieścisz sie nawet w wózku dla dzieci! Nie potrzebujemy duży dom!
- ...

poniedziałek, 4 lutego 2013

Wiadomości z frontu

K. spojrzała na datę ostatniego posta i uznała że tak być nie może. Nadrabia więc w te pędy zaległości i na swoje usprawiedliwienie ma informacje, że nad czymś akurat pracuje i pochwali się efektami jak będzie czym ;)
Minął niemal miesiąc od kiedy K. i U. przyjechali do bawarskiej wioski. K. się ciągle naraża U. bo używa zwrotów "u Ciebie w łazience" tudzież "Twój piekarnik" a U. z bardzo groźną miną poprawia ją i mówi "u NAS w łazience". Cóż poradzić dla K. domem jest mieszkanie we Wrocławiu (jak i sam Wrocław) a dla U. tenże właśnie w bawarskiej wiosce. U. robi co może by ten stan zmienić i by K. czuła się w bawarskiej wiosce jak w domu lecz niemożliwe to do wykonania z dnia na dzień. Najbliższa przyszłość zapowiada się częściej w Bawarii a rzadziej w Polsce, co K. się średnio uśmiecha ale cóż poradzić... K. miała wybór: zostać we Wrocławiu i widzieć U. raz na ruski rok, lub przestawić się na bardziej mobilny tryb życia po to by móc spędzać z U. codziennie czas. Wybrała to drugie. Nie żałuje acz troche brakuje jej Wrocławia.

Po około trzech tygodniach pobytu w bawarskiej wiosce K. udało się... wyrzucić śmieci po raz pierwszy.
Czemu tak prozaiczna czynność sprawiła tyle problemów?
Bo tu wynoszeniem śmieci zajmowała się od zawsze mama U. K. ten stan rzeczy do gustu nie przypadł bo niby z jakiej racji o 50 lat starsza kobieta ma latać ze śmieciami Młodych.
Tak więc K. niczego nie podejrzewając wzięła worek ze śmieciami i zeszła na dół celem wyrzucenia. Na etapie parteru napadła ją jednak mama U. i odebrała śmieci chowając je w swojej kuchni coś tam tłumacząc. Ok... może dziś jest jakiś dzien niewynoszenia śmieci czy cuś... K. wzruszyła ramionami i wróciła na górę.
Następnym razem śmieci znów zostały odebrane K. choć tym razem K. stawiała lekki opór. Bo śnieg spadł i wyjść nie można. (?)
Nie inaczej było za kolejnym razem... K. uznała, że sukcesem będzie złapanie klamki od drzwi wejściowych i jednoczesne trzymanie worka ze śmieciami w drugiej... Potem powinno pójść łatwiej. K. pomyślała że może pod osłoną nocy...
Kiedy już któregoś dnia znalazła się na dworze (w butach U. bo łatwiej założyć) dzierżąc w garści śmieciowy worek, zaczęła się rozglądać za stosownym pojemnikiem (pytać mamy U. o lokalizacje tegoż nie chciała bo skończyłoby się jak zwykle). Wioska... znaczy się każdy dom ma swój kubeł... ale gdzie? szurając, za dużymi butami U. wypełzła na ulicę, kubłów śmieciowych ni widu, ni słychu... i to nawet pół. Okazały się być bardzo skutecznie ukryte w murkach przy podjazdach...
Wałęsająca się koło domu K. z worem śmieci i w o wiele za dużych butach musiała wyglądać nadzwyczaj ciekawie...




poniedziałek, 14 stycznia 2013

Kryzys ;)

K. rozmawia z Rodzicielką przez telefon:
- A tak chciałam zapytać, wszystko dobrze u was?
- Tak, mamo a czemu pytasz?
- Nie kłócicie się?
- Eee, Yyy nie? a czemu mielibyśmy sie kłócić? Zresztą, zapytam U. ale nie wydaje mi sie abyśmy sie kłócili...
- Bo babcia mówiła że coś tam słyszała, czy jej sie zdawało że wy jakieś problemy macie i kłocicie sie
- Hmm... nie, raczej nie...a skąd niby babcia ma te newsy?
- No słyszała gdzieś na wiosce ponoć...

Tak to ludzie mający praktycznie zerowy kontakt z K. (nie mówiąc już o U.) wiedzą że u K. i U. źle sie dzieje. K. jak zwykle dowiedziała sie o tym ostatnia ;) Nieco rozbawiona tym K. poszła do U. z pytaniem...

- Kochanie, mamy jakiś kryzys?
- Ja Ci udusze! ile mozna gadac przez telefon?!
- A widzisz jak to dobrze? Ja codziennie czekam i czekam aż skonczysz gadać i co? może Cie też mam udusić? ;)
- No tyle razy prosze i jednak jeszcze nie udusiłaś!!!
- ...

To jest ten kryzys czy nie? :D

niedziela, 6 stycznia 2013

Wielkie pakowanie...

K. sie pakuje. Jedzie razem z U. do Bawarii na prawie 2 miesiace.
Spakowala 2 walizki najpotrzebniejszych ubran - przeciez nie wie co bedzie chciala akurat ubrac danego dnia. Spakowala tez kilka ksiazek do czytania, kilka kucharskich, kilka do niemieckiego, komputer, tablet graficzny, ulubione foremki do pieczenia (przeciez w Niemczech takich nie ma)...
U. tak spojrzal i zagail:
- Ale ty kochanie wiesz ze tu jeszcze wracamy, tak?

No... niby tak, ale skad K. ma wiedziec co jej bedzie potrzebne w Bawarii???

piątek, 4 stycznia 2013

Troskliwa Młodsza

K. i U. odwiedzili dziś brata i bratową U. Siedzą wszyscy przy stole, rozmawiają, nagle Młodsza przejawiła troskę o swoją mamę:
- Mamusiu zjedz sobie pierniczka - zaproponowała Młodsza
- Dziekuje Młodsza, ale wiesz, że mam alergie na mąke, jajka, mleko... a to wszystko jest w tych pierniczkach- wyjaśniła bratowa U.
- Ale przecież nie ma papryki a na nią tez masz alergie! - stwierdziła Młodsza