K. chyba się starzeje, bo naszło ją na podsumowania roczne...
Co rok 2013 przyniósł K. i U. ?
- Na samym początku starego roku wyemigrowali do bawarskiej wioski. Z zamiarem, że to już tak na dłużej ale na razie na jakieś 2 m-ce. Tak wyszło że w bawarskiej wiosce zostali do 7 maja. K. z małą kilkudniową przerwą na załatwienie wszystkich spraw związanych ze ślubem.
- 30 kwietnia wzieli Ślub :)
- 7 maja przyjechali do Wrocławia na 3 tygodnie - tak jakoś wyszło, że już im się zostało, ku uciesze K.
- potem była kolejna wielka uroczystość rodzinna - I Komunia Młodszej
- a potem K. przez swoje rzucone od niechcenia "no może w koncu zrobie to prawko..." została natychmiastowo zawleczona przez U. do najbliższej szkoły jazdy i zapisana na kurs. Bo przecież chciała! (po prawdzie to U. musiał działać zanim K. uzna, że jednak nie, co mogło nastąpić w każdej chwili )
- i jeszcze jak to zwykle bywa w przypadku U. pojawiły sie kolejne pomysły na biznes i część z nich zaczął realizować
- we wrześniu Siostra K. oznajmiła rodzinie że bierze ślub! Za 2 miesiące! w Rzymie! (ciekawe swoją drogą czy Rodziciele się spodziewali, że w jednym roku wydadzą za mąż wszystkie możliwe córki ?)
- Tak więc przy okazji K. i U. zwiedzili Rzym
- a troche wcześniej K. stukneła 30-stka. U. tego samego dnia też się postarzał, acz nie aż tak na okrągło (tak! mają urodziny tego samego dnia, ale nie dogadali się co do roku w którym mieli się urodzić, więc im wyszła kilkuletnia różnica)
- dzień przed wyjazdem do bawarskiej wioski na święta i operację U. K. zdała prawo jazdy. Dosłownie w ostatniej możliwej chwili :)
- a potem, na sam koniec roku U. sie pozbył protez tytanowych z kręgosłupa, bo miał na nie alergie i męczył sie jak cholera. Oczywiście K. przezyła to znacznie bardziej niż U. który twierdzi, że ta operacja była jak urlop. Trzeciego dnia po operacji, K. weszła do kliniki, celem odbioru U. i ku swojemu zdziwieniu i przerażeniu zobaczyła Męża latającego po całym budynku jak pershing bo... przed wyjściem chciał o coś jeszcze zapytać lekarza i ten się przed nim gdzieś schował!
Co przyniesie Rok 2014??
Do konca nie wiadomo ale bedzie w nim całe mnóstwo pracy, szukanie działki, budowanie domu i pewnie jak zwykle kilka niespodzianek ;)
Z tego miejsca K. życzy Wszystkim, by pozytywy Nowego Roku, znacznie przewyższały negatywy :)
czwartek, 2 stycznia 2014
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Piątek, trzynastego
Piątek, trzynastego. K. czeka na egzamin teoretyczny we wrocławskim WORD i tak sobie gada z pozostałymi kandydatami i snuje plany...
- teraz jak zdam tą teorie to chce sie zapisac na praktyczny na poniedziałek ewentualnie wtorek bo w środe wyjeżdzam i chce mieć to prawko z głowy - rzekła K.
- a zdawałaś już? - zapytał zaintrygowany Ktoś
- nie, przeciez bym tu teraz nie stała - odpowiedziała zdziwona K.
- czyli nigdy wczesniej nie zdawałaś żadnego egzaminu na prawo jazdy, przyszłaś dziś tu po raz pierwszy, chcesz zdac teraz teorie i w poniedziałek/wtorek praktyczny ?
- no dokładnie tak - potwierdziła K.
- aha, no to powodzenia :) - odrzekł Ktoś z ironicznym uśmiechem...
Nadszedł poniedziałek...
K. czeka w poczekalni z innymi zdającymi na egzamin praktyczny. Próbuje zagadywac z nudów ale kogo by nie zagadała to zdawał po raz któryś, bez nadzieji w oczach...
K. widzi że ten sam egzaminator w któtkim czasie wraca po raz czwarty po następnego kandydata
- spoko, my ich z tego placu wywieziemy ;) - żartuje K. do innych czekających
- taaa, jassne... - odpowiadają pełni entuzjazmu kandydaci
K. postanowiła więcej nie zagadywać, co by się nie zarazić...
I zdała, za pierwszym razem ;) tak jak chciała i kiedy chciała :)
Oczywiście ta pełnia optymizmu nie przeszkodziła K. na 10 minut przed przyjazdem do WORD się rozpłakać w swojej elce (bo jej nie wyszło zawracanie ku wielkiemu niezadowoleniu Instruktora), czym niemal przyprawiła go o zawał ;)
Egzaminatorka także przeżyła szok gdy K. oznajmiła jej, że nie będą jechały Clio i wręczyła jej kluczyki do Corsy (bo na karcie egzaminu nie wydrukowała się informacja "auto własne" )
Odgryzła się za to, między "łukiem" a "górką" hamując ostro (co na egzaminie oznacza koniec definitywny z dopiskiem "negatywny" )
- ja tylko sprawdzałam hamulce ;) - oznajmiła z uśmiechem przerażonej K. Pani Egzaminatorka ;)
I nie, K. nie poleca wierzyć w miejskie legendy o egzaminatorach, swój egzamin będzie wspominać całkiem miło :) K. od Pani Egzaminatorki usłyszała nawet "prawa wolna" przy wyjeżdżaniu z parkingu. Ewidentnie była człowiekiem ;)
- teraz jak zdam tą teorie to chce sie zapisac na praktyczny na poniedziałek ewentualnie wtorek bo w środe wyjeżdzam i chce mieć to prawko z głowy - rzekła K.
- a zdawałaś już? - zapytał zaintrygowany Ktoś
- nie, przeciez bym tu teraz nie stała - odpowiedziała zdziwona K.
- czyli nigdy wczesniej nie zdawałaś żadnego egzaminu na prawo jazdy, przyszłaś dziś tu po raz pierwszy, chcesz zdac teraz teorie i w poniedziałek/wtorek praktyczny ?
- no dokładnie tak - potwierdziła K.
- aha, no to powodzenia :) - odrzekł Ktoś z ironicznym uśmiechem...
Nadszedł poniedziałek...
K. czeka w poczekalni z innymi zdającymi na egzamin praktyczny. Próbuje zagadywac z nudów ale kogo by nie zagadała to zdawał po raz któryś, bez nadzieji w oczach...
K. widzi że ten sam egzaminator w któtkim czasie wraca po raz czwarty po następnego kandydata
- spoko, my ich z tego placu wywieziemy ;) - żartuje K. do innych czekających
- taaa, jassne... - odpowiadają pełni entuzjazmu kandydaci
K. postanowiła więcej nie zagadywać, co by się nie zarazić...
I zdała, za pierwszym razem ;) tak jak chciała i kiedy chciała :)
Oczywiście ta pełnia optymizmu nie przeszkodziła K. na 10 minut przed przyjazdem do WORD się rozpłakać w swojej elce (bo jej nie wyszło zawracanie ku wielkiemu niezadowoleniu Instruktora), czym niemal przyprawiła go o zawał ;)
Egzaminatorka także przeżyła szok gdy K. oznajmiła jej, że nie będą jechały Clio i wręczyła jej kluczyki do Corsy (bo na karcie egzaminu nie wydrukowała się informacja "auto własne" )
Odgryzła się za to, między "łukiem" a "górką" hamując ostro (co na egzaminie oznacza koniec definitywny z dopiskiem "negatywny" )
- ja tylko sprawdzałam hamulce ;) - oznajmiła z uśmiechem przerażonej K. Pani Egzaminatorka ;)
I nie, K. nie poleca wierzyć w miejskie legendy o egzaminatorach, swój egzamin będzie wspominać całkiem miło :) K. od Pani Egzaminatorki usłyszała nawet "prawa wolna" przy wyjeżdżaniu z parkingu. Ewidentnie była człowiekiem ;)
środa, 6 listopada 2013
U. vs. załatwianie spraw
U. bije się z Orange już 3 miesiąc o zainstalowanie telefonu i internetu w biurze. Metod próbował wszelakich, chodził do punktów obsługi dobre kilka tygodni, załatwiał, pytał... po czym okazało się że Salony Orange nie mogą obsługiwać firm! Dzwonił więc na infolinię, odsyłano go od infolinii do infolinii, za każdym razem mówiąc coś innego niż wcześniej.
U. w końcu zadzwonił do Centrali...
- Wie pan co, tu jest Centrala, ja Pana przełączę na infolinię - skwitował Pan, powodując opad rąk i nóg u U.
- A czy w tej firmie pracuje może ktoś, kto potrafi coś więcej niż tresowana małpa? - zapytał wkurzony U.
- Nie proszę Pana, takich osób u nas nie ma - odpowiedział szczerze Pan
Konkluzja jest taka, że trzeba zmienić tresera.
U. w końcu zadzwonił do Centrali...
- Wie pan co, tu jest Centrala, ja Pana przełączę na infolinię - skwitował Pan, powodując opad rąk i nóg u U.
- A czy w tej firmie pracuje może ktoś, kto potrafi coś więcej niż tresowana małpa? - zapytał wkurzony U.
- Nie proszę Pana, takich osób u nas nie ma - odpowiedział szczerze Pan
Konkluzja jest taka, że trzeba zmienić tresera.
piątek, 1 listopada 2013
czyste rączki po raz kolejny...
K. wczoraj poszła do Lidla po pieczywo. Ubawiła sie po raz kolejny widokiem pustych boksów na wózki bo w polskiej mentalności nadal jeden dzień wolny = trzeba zrobić zapasy na wypadek gdyby ten 1 listopada był tylko przykrywką i sklepy zostały tak naprawde zamknięte już na zawsze ;)
Podeszła do stoiska z pieczywem, upatrzyła sobie bagietki więc uzbroiła się w torebkę na pieczywo, foliową rękawiczkę i przystąpiła do pakowania bagietek. Aż tu nagle widzi obok siebie jakąś gołą łapę sięgającą obok niej po te same bagietki...
- Halt! a rękawiczka gdzie??? - zagrzmiała K. w strone włascicielki ręki
- oj ja tylko swoje biore... - usprawiedliwia się pani
- swoje to są dopiero w pani koszyku i po te wspólne nie sięga się gołą łapą! - oswieca K.
- przecież ja myje ręce!
- no i co? tymi umytymi rękami dotyka sie dokładnie tych samych klamek co menele i inna brać pokłócona z mydłem i wodą a już skoro mówimy o wodzie... to były badania święconej wody w Kościele... i w 86% próbek znaleziono bakterie kałowe... chodzi pani do Kościoła? bo ja już wiem czemu diabeł tak się boi święconej wody :)
Pani już nie odpowiedziała ale jej mina mówiła wszystko...
Ludzie, ogarnijta się... założenie foliówki na rekę naprawde nie boli i nie kosztuje i naprawde nie mieć mi oporów w zwróceniu komuś uwagi. Może skoro względy higieniczne nie docierają to poskutkuje groźba narobienia wstydu??
Podeszła do stoiska z pieczywem, upatrzyła sobie bagietki więc uzbroiła się w torebkę na pieczywo, foliową rękawiczkę i przystąpiła do pakowania bagietek. Aż tu nagle widzi obok siebie jakąś gołą łapę sięgającą obok niej po te same bagietki...
- Halt! a rękawiczka gdzie??? - zagrzmiała K. w strone włascicielki ręki
- oj ja tylko swoje biore... - usprawiedliwia się pani
- swoje to są dopiero w pani koszyku i po te wspólne nie sięga się gołą łapą! - oswieca K.
- przecież ja myje ręce!
- no i co? tymi umytymi rękami dotyka sie dokładnie tych samych klamek co menele i inna brać pokłócona z mydłem i wodą a już skoro mówimy o wodzie... to były badania święconej wody w Kościele... i w 86% próbek znaleziono bakterie kałowe... chodzi pani do Kościoła? bo ja już wiem czemu diabeł tak się boi święconej wody :)
Pani już nie odpowiedziała ale jej mina mówiła wszystko...
Ludzie, ogarnijta się... założenie foliówki na rekę naprawde nie boli i nie kosztuje i naprawde nie mieć mi oporów w zwróceniu komuś uwagi. Może skoro względy higieniczne nie docierają to poskutkuje groźba narobienia wstydu??
sobota, 26 października 2013
Serii c.d. ;)
eNNka wpadła na trop w komentarzu pod poprzednim wpisem i nam wyszło, że te wszystkie kuzynki i siostry cioteczne mogą się zaliczać do tej samej serii ;) No właśnie!
Tak więc gdy tylko U. wrócił do domu...
- Kochaaaanie a czy moje kuzynki to też ta sama seria co ja i moja siostra??
- Nie wiem, jeszcze ich nie poznałem.
Ekhm...
Tak więc gdy tylko U. wrócił do domu...
- Kochaaaanie a czy moje kuzynki to też ta sama seria co ja i moja siostra??
- Nie wiem, jeszcze ich nie poznałem.
Ekhm...
wtorek, 22 października 2013
Germańska konsekwencja i porządek
Wieczór. U. się piekli, bo nadal czeka na listwe do prądu, która idzie już drugi tydzień. Jak na Niemca przystało - brak listwy = brak porządku w kablach = wnerw.
- U. a nie możesz kupić jakiejś innej? Musi być TA akurat?
- no musi być! musi pasowac do reszty, wiesz przecież, że u mnie wszystko musi do siebie pasować i najlepiej jak jest z jednej serii...
- no tak, wiem... tego sie nie da leczyć...
- powinnas sie cieszyć bo to oznacza, że nigdy nie bede miał kochanki!
- ????
- no skoro u mnie wszystko musi być z jednej serii, to kochanką musiałaby być Twoja siostra a ona nie jest w moim guście!
- aha... ok..
Germańska, żelazna logika ;)
- U. a nie możesz kupić jakiejś innej? Musi być TA akurat?
- no musi być! musi pasowac do reszty, wiesz przecież, że u mnie wszystko musi do siebie pasować i najlepiej jak jest z jednej serii...
- no tak, wiem... tego sie nie da leczyć...
- powinnas sie cieszyć bo to oznacza, że nigdy nie bede miał kochanki!
- ????
- no skoro u mnie wszystko musi być z jednej serii, to kochanką musiałaby być Twoja siostra a ona nie jest w moim guście!
- aha... ok..
Germańska, żelazna logika ;)
wtorek, 8 października 2013
Rura bardaszana
K. się pochorowała.... U. odwiózł ją do przychodni, ale miał ograniczony czas więc wrócić musiała już sama autobusem. Tak się składało, że miała jeszcze wazny bilet 24h więc jak znalazł.
Wraca więc sobie autobusem, wyposażona w recepty, marzy jedynie o ciepłym łóżku i świętym spokoju...
- Bilet do kontroli! - zagrzmiał nad nią jakiś wielkolud
K. wyciąga swój bilecik skasowany dzien wcześniej i podaje Kanarowi
- Prosze pani ten bilet jest już nie wazny, proszę dokument tożsamości - oznajmił Kanar
- Jak nie ważny, skoro jest na 24 h?? - zdziwiła się K.
- No proszę spojrzeć skasowany 3.10 o 12:00 a mamy 4.10, on jest na wczoraj - obstaje przy swoim Kanar
- no mamy 4.10 godz 10:00 ... - K. próbuje nadal tłumaczyć wielkoludowi jego bład
- no tak a bilet jest wczorajszy - odparł nieugięty Kanar
- ale 24 godziny się jeszcze nie skonczyły ty ruro bardaszana!!!!! - zityrowała się K.
Kanar zaniemówił i sobie poszedł....
K. też zaniemówiła bo sie zaczeła zastanawiać skąd jej się wzieła ta rura bardaszana i co to właściwie jest. Została nawet zapytana przez jednego z rozbawionych pasażerów czym jest ów rura ale nie wiedziała.
Czymkolwiek jednak ta rura by nie była... jest skuteczna!
Wraca więc sobie autobusem, wyposażona w recepty, marzy jedynie o ciepłym łóżku i świętym spokoju...
- Bilet do kontroli! - zagrzmiał nad nią jakiś wielkolud
K. wyciąga swój bilecik skasowany dzien wcześniej i podaje Kanarowi
- Prosze pani ten bilet jest już nie wazny, proszę dokument tożsamości - oznajmił Kanar
- Jak nie ważny, skoro jest na 24 h?? - zdziwiła się K.
- No proszę spojrzeć skasowany 3.10 o 12:00 a mamy 4.10, on jest na wczoraj - obstaje przy swoim Kanar
- no mamy 4.10 godz 10:00 ... - K. próbuje nadal tłumaczyć wielkoludowi jego bład
- no tak a bilet jest wczorajszy - odparł nieugięty Kanar
- ale 24 godziny się jeszcze nie skonczyły ty ruro bardaszana!!!!! - zityrowała się K.
Kanar zaniemówił i sobie poszedł....
K. też zaniemówiła bo sie zaczeła zastanawiać skąd jej się wzieła ta rura bardaszana i co to właściwie jest. Została nawet zapytana przez jednego z rozbawionych pasażerów czym jest ów rura ale nie wiedziała.
Czymkolwiek jednak ta rura by nie była... jest skuteczna!
Subskrybuj:
Posty (Atom)