sobota, 9 lutego 2013

k.zip

Wczesny ranek. K. i U. leżą jeszcze w łóżku. U. przyciąga do siebie K. odwraca ją... przekłada, przyciąga jej kolana do głowy... przekłada ręce... K. w końcu straciła cierpliwość...
- Kochanie co Ty właściwie robisz?
- Lubie jak zajmujesz tak mało miejsca jak to możliwe, o! widzisz teraz mieścisz sie nawet w wózku dla dzieci! Nie potrzebujemy duży dom!
- ...

poniedziałek, 4 lutego 2013

Wiadomości z frontu

K. spojrzała na datę ostatniego posta i uznała że tak być nie może. Nadrabia więc w te pędy zaległości i na swoje usprawiedliwienie ma informacje, że nad czymś akurat pracuje i pochwali się efektami jak będzie czym ;)
Minął niemal miesiąc od kiedy K. i U. przyjechali do bawarskiej wioski. K. się ciągle naraża U. bo używa zwrotów "u Ciebie w łazience" tudzież "Twój piekarnik" a U. z bardzo groźną miną poprawia ją i mówi "u NAS w łazience". Cóż poradzić dla K. domem jest mieszkanie we Wrocławiu (jak i sam Wrocław) a dla U. tenże właśnie w bawarskiej wiosce. U. robi co może by ten stan zmienić i by K. czuła się w bawarskiej wiosce jak w domu lecz niemożliwe to do wykonania z dnia na dzień. Najbliższa przyszłość zapowiada się częściej w Bawarii a rzadziej w Polsce, co K. się średnio uśmiecha ale cóż poradzić... K. miała wybór: zostać we Wrocławiu i widzieć U. raz na ruski rok, lub przestawić się na bardziej mobilny tryb życia po to by móc spędzać z U. codziennie czas. Wybrała to drugie. Nie żałuje acz troche brakuje jej Wrocławia.

Po około trzech tygodniach pobytu w bawarskiej wiosce K. udało się... wyrzucić śmieci po raz pierwszy.
Czemu tak prozaiczna czynność sprawiła tyle problemów?
Bo tu wynoszeniem śmieci zajmowała się od zawsze mama U. K. ten stan rzeczy do gustu nie przypadł bo niby z jakiej racji o 50 lat starsza kobieta ma latać ze śmieciami Młodych.
Tak więc K. niczego nie podejrzewając wzięła worek ze śmieciami i zeszła na dół celem wyrzucenia. Na etapie parteru napadła ją jednak mama U. i odebrała śmieci chowając je w swojej kuchni coś tam tłumacząc. Ok... może dziś jest jakiś dzien niewynoszenia śmieci czy cuś... K. wzruszyła ramionami i wróciła na górę.
Następnym razem śmieci znów zostały odebrane K. choć tym razem K. stawiała lekki opór. Bo śnieg spadł i wyjść nie można. (?)
Nie inaczej było za kolejnym razem... K. uznała, że sukcesem będzie złapanie klamki od drzwi wejściowych i jednoczesne trzymanie worka ze śmieciami w drugiej... Potem powinno pójść łatwiej. K. pomyślała że może pod osłoną nocy...
Kiedy już któregoś dnia znalazła się na dworze (w butach U. bo łatwiej założyć) dzierżąc w garści śmieciowy worek, zaczęła się rozglądać za stosownym pojemnikiem (pytać mamy U. o lokalizacje tegoż nie chciała bo skończyłoby się jak zwykle). Wioska... znaczy się każdy dom ma swój kubeł... ale gdzie? szurając, za dużymi butami U. wypełzła na ulicę, kubłów śmieciowych ni widu, ni słychu... i to nawet pół. Okazały się być bardzo skutecznie ukryte w murkach przy podjazdach...
Wałęsająca się koło domu K. z worem śmieci i w o wiele za dużych butach musiała wyglądać nadzwyczaj ciekawie...




poniedziałek, 14 stycznia 2013

Kryzys ;)

K. rozmawia z Rodzicielką przez telefon:
- A tak chciałam zapytać, wszystko dobrze u was?
- Tak, mamo a czemu pytasz?
- Nie kłócicie się?
- Eee, Yyy nie? a czemu mielibyśmy sie kłócić? Zresztą, zapytam U. ale nie wydaje mi sie abyśmy sie kłócili...
- Bo babcia mówiła że coś tam słyszała, czy jej sie zdawało że wy jakieś problemy macie i kłocicie sie
- Hmm... nie, raczej nie...a skąd niby babcia ma te newsy?
- No słyszała gdzieś na wiosce ponoć...

Tak to ludzie mający praktycznie zerowy kontakt z K. (nie mówiąc już o U.) wiedzą że u K. i U. źle sie dzieje. K. jak zwykle dowiedziała sie o tym ostatnia ;) Nieco rozbawiona tym K. poszła do U. z pytaniem...

- Kochanie, mamy jakiś kryzys?
- Ja Ci udusze! ile mozna gadac przez telefon?!
- A widzisz jak to dobrze? Ja codziennie czekam i czekam aż skonczysz gadać i co? może Cie też mam udusić? ;)
- No tyle razy prosze i jednak jeszcze nie udusiłaś!!!
- ...

To jest ten kryzys czy nie? :D

niedziela, 6 stycznia 2013

Wielkie pakowanie...

K. sie pakuje. Jedzie razem z U. do Bawarii na prawie 2 miesiace.
Spakowala 2 walizki najpotrzebniejszych ubran - przeciez nie wie co bedzie chciala akurat ubrac danego dnia. Spakowala tez kilka ksiazek do czytania, kilka kucharskich, kilka do niemieckiego, komputer, tablet graficzny, ulubione foremki do pieczenia (przeciez w Niemczech takich nie ma)...
U. tak spojrzal i zagail:
- Ale ty kochanie wiesz ze tu jeszcze wracamy, tak?

No... niby tak, ale skad K. ma wiedziec co jej bedzie potrzebne w Bawarii???

piątek, 4 stycznia 2013

Troskliwa Młodsza

K. i U. odwiedzili dziś brata i bratową U. Siedzą wszyscy przy stole, rozmawiają, nagle Młodsza przejawiła troskę o swoją mamę:
- Mamusiu zjedz sobie pierniczka - zaproponowała Młodsza
- Dziekuje Młodsza, ale wiesz, że mam alergie na mąke, jajka, mleko... a to wszystko jest w tych pierniczkach- wyjaśniła bratowa U.
- Ale przecież nie ma papryki a na nią tez masz alergie! - stwierdziła Młodsza

czwartek, 27 grudnia 2012

Kuchenne przypadki

K. knuła coś w kuchni... suche bułki w bułkę tartą zamieniała... Kroiła właśnie bułki na części mieszczące się do maszyny (a duży nóż wziąć musiała bo i bułki twarde) kiedy to nóż się nieco omsknął (jak zwykle) i przejechał K. po palcu. Tak całkiem konkretnie... K. kląć nie zaczęła bo na widok krwi zwykła tracić przytomność, chwiejnym krokiem więc doczłapała do U. który właśnie szkolenie on-line prowadził (znaczy że się bardzo nie w porę nóż omsknął)
- U. czy Ty bardzo intensywnie to szkolenie prowadzisz? - zapytała blada K. 
- A co jest? - zapytał U. po czym spojrzał na nienaturalnie czerwone ręce K. - A czemu robisz takie głupoty? - podsumował i poszedł do apteczki po plastry
- U. słabo mi... 
- A daj spokój! nie umierasz! - odpowiedział U. tonem nie znoszącym sprzeciwu i zrobił porządek z ręką K. 

K. słysząc te słowa, mdleć teatralnie nie śmiała... oprzytomniała natychmiast i o pokrojenie reszty bułek poprosiła mamę U. 


Cóż... wszak kot ma 7 żyć a K. ma 10 palców...


niedziela, 23 grudnia 2012

Stara K. ;)

Przygotowania do Świąt idą pełną parą. K. sama nie wie ile ciast i ciasteczek już upiekła (jutro policzy jak zobaczy wszystkie razem) i po raz pierwszy w życiu stwierdziła, że znudziło jej się już to pieczenie ;). Wieczorem K. padła zmęczona na łóżko (ale tylko na chwile bo następne coś w piekarniku). U. spojrzał na te zwłoki i przemówił:
- moja Stara K., moja kochana Stara K.
K. wyregulowała słuch by upewnić się, że słyszy to, co słyszy...

- że jaka? - spytała z niedowierzaniem K.
- no Stara! nie czekaj... Star to z angielskiego o! Gwiazda miało być!

Niby się wytłumaczył... ale... gwiazda??? kontekstu się K. już nie dopaczyła ;)