K. lubi gotowac. Nawet bardzo. Ma juz kilka konkretnych ksiazek kucharskich, ulubione czasopisma, liste blogow ktore czesto odwiedza. Jeszcze nie wie kiedy wroca z U. do Polski ale juz knuje i obmysla czego to ona nie ugotuje i nie upiecze po powrocie.
Na blogach kulinarnych czesto czyta komentarze bo mozna z nich wyciagnac sporo informacji. I nie tylko... Bo niektore oslabiaja...
Np. W przepisie jak byk podane ze trzeba z podanych skladnikow zagniesc ciasto i odstawic w chlodne miejsce na 5-6 tygodni. Proste? proste. Przechodzimy do komentarzy, a tam:
"czy to ciasto moze stac tak dlugo surowe? przeciez tam sa jajka, nic mu nie zaszkodzi? Prosze o odpowiedz"
I jak to skomentowac? Przeciez skoro tak jest w przepisie to chyba wlasnie tak trzeba zrobic???
albo inny kwiatek:
"50 gram to ile ml?" - Naprawde autorka komentarza uwaza ze czlowiek piszacy bloga kulinarnego ma wszczepiony pod skora przelicznik wag i miar? Przeciez takie informacje mozna zdobyc samemu, w necie sa miliony rozmaitych przelicznikow i wystarczy poszukac...
albo po raz 50-ty pytanie o to samo... bo rzeczywiscie szybciej i wygodniej jest napisac komentarz i czekac az zarobiona autorka bloga odpowie znow na to samo pytanie niz przegladnac komentarze...
Coz, K. do niedawna bawila sie swietnie czytajac w przepisie np ze:
- forme na tarte nalezy wysmarowac maslem OD WEWNETRZNEJ STRONY (serio ktos probowal od zewnatrz? :D)
czy tez trafiajac na przepis w baaardzo starej ksiazce kucharskiej zaczynajacy sie od slow "rano wstac, wszy posciel odrzucic" (ale gdzie odrzucic? a mozna poskladac? ;D)
Czytajac jednak coniektore cholernie inteligentne pytania przestaje sie dziwic autorom przepisow...
K. wie ze na blogi zagladaja czesto osoby ktore chca moze po raz pierwszy cos ugotowac i taka osoba pyta o podstawowe rzeczy - to jest jak najbardziej na miejscu, ale pytac o cos co jest dokladnie opisane w przepisie albo o cos co mozna sprawdzic samemu? Dla niektorych ludzi przepis powinien sie zaczynac od slow "wlaczyc myslenie, wylaczyc problemator"