K. rozmawia z Rodzicielką przez telefon:
- A tak chciałam zapytać, wszystko dobrze u was?
- Tak, mamo a czemu pytasz?
- Nie kłócicie się?
- Eee, Yyy nie? a czemu mielibyśmy sie kłócić? Zresztą, zapytam U. ale nie wydaje mi sie abyśmy sie kłócili...
- Bo babcia mówiła że coś tam słyszała, czy jej sie zdawało że wy jakieś problemy macie i kłocicie sie
- Hmm... nie, raczej nie...a skąd niby babcia ma te newsy?
- No słyszała gdzieś na wiosce ponoć...
Tak to ludzie mający praktycznie zerowy kontakt z K. (nie mówiąc już o U.) wiedzą że u K. i U. źle sie dzieje. K. jak zwykle dowiedziała sie o tym ostatnia ;) Nieco rozbawiona tym K. poszła do U. z pytaniem...
- Kochanie, mamy jakiś kryzys?
- Ja Ci udusze! ile mozna gadac przez telefon?!
- A widzisz jak to dobrze? Ja codziennie czekam i czekam aż skonczysz gadać i co? może Cie też mam udusić? ;)
- No tyle razy prosze i jednak jeszcze nie udusiłaś!!!
- ...
To jest ten kryzys czy nie? :D
poniedziałek, 14 stycznia 2013
niedziela, 6 stycznia 2013
Wielkie pakowanie...
K. sie pakuje. Jedzie razem z U. do Bawarii na prawie 2 miesiace.
Spakowala 2 walizki najpotrzebniejszych ubran - przeciez nie wie co bedzie chciala akurat ubrac danego dnia. Spakowala tez kilka ksiazek do czytania, kilka kucharskich, kilka do niemieckiego, komputer, tablet graficzny, ulubione foremki do pieczenia (przeciez w Niemczech takich nie ma)...
U. tak spojrzal i zagail:
- Ale ty kochanie wiesz ze tu jeszcze wracamy, tak?
No... niby tak, ale skad K. ma wiedziec co jej bedzie potrzebne w Bawarii???
Spakowala 2 walizki najpotrzebniejszych ubran - przeciez nie wie co bedzie chciala akurat ubrac danego dnia. Spakowala tez kilka ksiazek do czytania, kilka kucharskich, kilka do niemieckiego, komputer, tablet graficzny, ulubione foremki do pieczenia (przeciez w Niemczech takich nie ma)...
U. tak spojrzal i zagail:
- Ale ty kochanie wiesz ze tu jeszcze wracamy, tak?
No... niby tak, ale skad K. ma wiedziec co jej bedzie potrzebne w Bawarii???
piątek, 4 stycznia 2013
Troskliwa Młodsza
K. i U. odwiedzili dziś brata i bratową U. Siedzą wszyscy przy stole, rozmawiają, nagle Młodsza przejawiła troskę o swoją mamę:
- Mamusiu zjedz sobie pierniczka - zaproponowała Młodsza
- Dziekuje Młodsza, ale wiesz, że mam alergie na mąke, jajka, mleko... a to wszystko jest w tych pierniczkach- wyjaśniła bratowa U.
- Ale przecież nie ma papryki a na nią tez masz alergie! - stwierdziła Młodsza
czwartek, 27 grudnia 2012
Kuchenne przypadki
K. knuła coś w kuchni... suche bułki w bułkę tartą zamieniała... Kroiła właśnie bułki na części mieszczące się do maszyny (a duży nóż wziąć musiała bo i bułki twarde) kiedy to nóż się nieco omsknął (jak zwykle) i przejechał K. po palcu. Tak całkiem konkretnie... K. kląć nie zaczęła bo na widok krwi zwykła tracić przytomność, chwiejnym krokiem więc doczłapała do U. który właśnie szkolenie on-line prowadził (znaczy że się bardzo nie w porę nóż omsknął)
- U. czy Ty bardzo intensywnie to szkolenie prowadzisz? - zapytała blada K.
- A co jest? - zapytał U. po czym spojrzał na nienaturalnie czerwone ręce K. - A czemu robisz takie głupoty? - podsumował i poszedł do apteczki po plastry
- U. słabo mi...
- A daj spokój! nie umierasz! - odpowiedział U. tonem nie znoszącym sprzeciwu i zrobił porządek z ręką K.
K. słysząc te słowa, mdleć teatralnie nie śmiała... oprzytomniała natychmiast i o pokrojenie reszty bułek poprosiła mamę U.
Cóż... wszak kot ma 7 żyć a K. ma 10 palców...
niedziela, 23 grudnia 2012
Stara K. ;)
Przygotowania do Świąt idą pełną parą. K. sama nie wie ile ciast i ciasteczek już upiekła (jutro policzy jak zobaczy wszystkie razem) i po raz pierwszy w życiu stwierdziła, że znudziło jej się już to pieczenie ;). Wieczorem K. padła zmęczona na łóżko (ale tylko na chwile bo następne coś w piekarniku). U. spojrzał na te zwłoki i przemówił:
- moja Stara K., moja kochana Stara K.
K. wyregulowała słuch by upewnić się, że słyszy to, co słyszy...
- że jaka? - spytała z niedowierzaniem K.
- no Stara! nie czekaj... Star to z angielskiego o! Gwiazda miało być!
Niby się wytłumaczył... ale... gwiazda??? kontekstu się K. już nie dopaczyła ;)
środa, 12 grudnia 2012
Szaleństwa Pani B.
Pani B. po ostatniej awanturze o brudne okna ładne parę miesięcy temu doznała remisji i od tamtego czasu jest miła szalenie. Ba! raz nawet, kiedy upiekła ciasto przyniosła kawałek K. Wraz z opadami śniegu pojawił się jednak problem... otóż wypada odśnieżyć obejście. I nie wypada by Pani B. męczyła się z tym sama ale pomóc jej nie sposób... Dlaczego?
K. chora, U. ma problem z kręgosłupem i tez nie za bardzo może, tak więc wcześnie rano zerwała się z łóżka mama U. (która przyjechała do Polski trochę odpocząć) i odśnieżyła obejście. K. i U. wstali i ujrzeli Panią B... odśnieżającą ścieżki i chodnik... te same które jakieś 40 minut wcześniej odśnieżyła mama U. Nie, nie spadły w tym czasie hałdy śniegu. Po prostu Pani B. uznaje, że jesli ona czegoś nie zrobiła to nie zostało zrobione. Wcześniej K. czasem (o ile udało jej się trafić na śmieci na chodniku) pozamiatała obejście, jednak jakieś pół godziny później Pani B. chwytała za miotłe i sprzątała ponownie... K. więc zaniechała wyścigu do miotły bo sprowadzałoby się to do ciągłego warowania przy oknie i czekania aż spadnie jakiś listek albo płatek śniegu, po czym musiałaby się rzucić do miotły aby tylko ubiec Panią B. która i tak by chwile później zeszła pozamiatać. K. się zastanawia kiedy z U. usłyszą, że wszystko wokoło musi robić Pani B. a młodzi K. i U. nawet nie ruszą palcem. Hmm może w takim razie K. powinna umyć swoje okna?
K. chora, U. ma problem z kręgosłupem i tez nie za bardzo może, tak więc wcześnie rano zerwała się z łóżka mama U. (która przyjechała do Polski trochę odpocząć) i odśnieżyła obejście. K. i U. wstali i ujrzeli Panią B... odśnieżającą ścieżki i chodnik... te same które jakieś 40 minut wcześniej odśnieżyła mama U. Nie, nie spadły w tym czasie hałdy śniegu. Po prostu Pani B. uznaje, że jesli ona czegoś nie zrobiła to nie zostało zrobione. Wcześniej K. czasem (o ile udało jej się trafić na śmieci na chodniku) pozamiatała obejście, jednak jakieś pół godziny później Pani B. chwytała za miotłe i sprzątała ponownie... K. więc zaniechała wyścigu do miotły bo sprowadzałoby się to do ciągłego warowania przy oknie i czekania aż spadnie jakiś listek albo płatek śniegu, po czym musiałaby się rzucić do miotły aby tylko ubiec Panią B. która i tak by chwile później zeszła pozamiatać. K. się zastanawia kiedy z U. usłyszą, że wszystko wokoło musi robić Pani B. a młodzi K. i U. nawet nie ruszą palcem. Hmm może w takim razie K. powinna umyć swoje okna?
sobota, 8 grudnia 2012
Szczerości Starszej...
Dziś rano na chwile wpadł z wizytą brat U. razem ze Starszą. Dość nieoczekiwana wizyta była, a K. jeszcze w łóżku bo się rozchorowała. K. poszła więc szybko pod prysznic, ubrała się i spięła włosy całkiem byle jak. Starsza spojrzała na K. i podsumowała jej wygląd:
- O, ciocia, jak ty ładnie wyglądasz! w końcu się uczesałaś!
Zdaniem K. to co miała na głowie to było właśnie nieuczesanie tylko włosy związane tak by... nie straszyły...
Subskrybuj:
Posty (Atom)