Zbieramy się do Lipska. Tam U. ma służbowe mieszkanie w którym jeszcze nie byłam.
- Ale muszę Ci coś powiedzieć... - mówi z powagą U.
- Co się stało? - pytam i wyobrażam sobie no nie wiem... kochanki jakieś? info, że w tym Lipsku to zostaniemy już na zawsze? że się okaże, ze to mieszkanie to pralnia brudnych pieniędzy albo plantacja marihuany? że kogoś zamordował i trzyma trupa w szafie?
- W mieszkanie w Lipsku znajdziesz Flipsy... - wyjaśnia z przepraszającą miną U.
No dopsz, dbam o to, byśmy nie pożerali chemii w żywności, żeby było zdrowo i żebyśmy gotowali z nieprzetowrzonych produktów, najlepiej sezonowych. Ale żebym aż taką zołzą była, że się dwa razy większy ode mnie, facet z jajami boi odkrycia jego małej, grzesznej tajemnicy?????
P.S. Od samego początku mnie jakoś wzieło na pisanie w 3 osobie i się porażająco konsekwentnie tego trzymałam. Pytanie do czytelników: co się lepiej czyta? tak jak dziś czy tak jak wcześniej? Zostać przy starym stylu czy dać sobie z nim siana?
niedziela, 31 sierpnia 2014
wtorek, 26 sierpnia 2014
Babskie podejście do samochodu
Jeszcze jakiś czas temu K. miała do aut stosunek dość obojętny. Miało jeździć, być w innym kolorze niż srebrny i nie rozpaść się w czasie jazdy. Jak to wyglada teraz?
- Kochanie, biore Twoj samochód!
- Spadówa! Nie dam Ci kluczyków!
- Ha ha, nie musisz, sam brałem bo zostawiłaś na szafce!
- To nie dam Ci dokumentów!
- Znajdę zaraz gdzieś!
- Nie znajdziesz, bo są w torebce!
- Kur*a macie... A nikt nie sprawdzi czy mam!
- Zadzwonię na komisariat i powiem, że jeździsz bez papierów!
U. pojechał swoim. Damska torebka po raz kolejny okazała się skuteczniejsza niż sejf :)
- Kochanie, biore Twoj samochód!
- Spadówa! Nie dam Ci kluczyków!
- Ha ha, nie musisz, sam brałem bo zostawiłaś na szafce!
- To nie dam Ci dokumentów!
- Znajdę zaraz gdzieś!
- Nie znajdziesz, bo są w torebce!
- Kur*a macie... A nikt nie sprawdzi czy mam!
- Zadzwonię na komisariat i powiem, że jeździsz bez papierów!
U. pojechał swoim. Damska torebka po raz kolejny okazała się skuteczniejsza niż sejf :)
wtorek, 12 sierpnia 2014
Z pamiętnika młodego kierowcy...
Jakiś czas temu K. zdała prawo jazdy. Potem juz tak różowo nie było z jeżdżeniem bo auto U. za duże, bo zima i slisko, bo furiaci na drogach, więc K. jeździła wtedy, gdy nie znalazła wystarczającej liczby wymówek. Potem K. dostała od U. małe śliczne autko, którym też nie bardzo chciała jeździć bo zbyt nowe a K. pewnie za pierwszym zakrętem spotka armagedon drogowy i Up! już taki piękny nie będzie... Tak więc do wczoraj konsekwentnie odmawiała jazdy bez towarzystwa U. (bo co by zrobiła gdyby ją jakis TIR chciał pożreć?) Nagle okazało się, że U. więcej czasu będzie spędzał w Niemczech i K. albo się przeprosi z Up! albo bedzie pomykać MPK (a przecież MPK to ZŁOOOO)
Przewrociła więc oczami, powiedziała "no dopsz" odgarneła z Up! pajeczyny i ruszyła do biura. Dojechała! Up też! Ten sukces sprawił, że dnia nastepnego też wsiadła w auto ale tu już tak pieknie nie było.
W drodze do biura jakaś rozpadająca sie staruszka w autku za nią, obtrąbiła soczyście K. bo ta miała czelność zastosować się do zasady "nie wjeżdżaj na skrzyżowanie, jeśli nie możesz go opuścić" a babulinka chciała pruć przed siebie.
W drodze powrotnej natomiast K. zasuwając sobie radośnie, widzi po swojej lewej auto właczające się do ruchu w kierunku przeciwnym. Kiedy K. była już na wysokości tegoż auta, widzi, że ów auto ewidentnie będzie przekraczać podwójną ciągłą i wjeżdzać na pas którym jedzie K. z zamiarem jazdy pod prąd. Juz chciała delikwenta zbesztać, gdy zobaczyła, że nie ma kogo, bo autko jedzie sobie beztrosko bez kierowcy... Przyspieszyła mocno i chyba tylko cudem nie oberwała samochodem widmo w tył auta. Staneła na światłach jako pierwsza w kolejce, mając cholerne szczęście, że nikt przed nią nie jechał i już chciała powiedzieć "ufff!!!". Nie zdążyła, bo z lewej skrecił wielki przegubowy autobus, a jego kierowca widząc stojace w poprzek pasa auto, stanął przodem do K. na jej pasie. Mina kierowcy autobusu sugerowała iż K. powinna wysiąść, wziąść Up! na plecy i się ewakuować biegusiem. K. sprawdziła w schowku, czy ma kartkę i długopis bo skoro już tak sobie stoją twarzą w twarz, to może by pograli w jakieś kalambury czy cuś... Ostatecznie kierowca autobusu wykręcił na swój pas, dla K. zapaliło się zielone i mogłaby opuścić to zgromadzenie, ale nie... bo reszta kierowców próbująca skręcić w ulicę z której wyjeżdżała K. ustawili się pięknie jeden za drugim przez całe wielkie skrzyżowanie, blokując K. na amen możliwość skrętu w lewo. (jak i przejazdu w dwóch kierunkach wszystkim innym) I tak stali sobie, z zapałem na siebie trąbiąc, dopóki nie znalazł się kierowca auta widmo...
K. się zastanawia jakie przygody spotkają ją jutro na tych 4 kilometrach ;)
Przewrociła więc oczami, powiedziała "no dopsz" odgarneła z Up! pajeczyny i ruszyła do biura. Dojechała! Up też! Ten sukces sprawił, że dnia nastepnego też wsiadła w auto ale tu już tak pieknie nie było.
W drodze do biura jakaś rozpadająca sie staruszka w autku za nią, obtrąbiła soczyście K. bo ta miała czelność zastosować się do zasady "nie wjeżdżaj na skrzyżowanie, jeśli nie możesz go opuścić" a babulinka chciała pruć przed siebie.
W drodze powrotnej natomiast K. zasuwając sobie radośnie, widzi po swojej lewej auto właczające się do ruchu w kierunku przeciwnym. Kiedy K. była już na wysokości tegoż auta, widzi, że ów auto ewidentnie będzie przekraczać podwójną ciągłą i wjeżdzać na pas którym jedzie K. z zamiarem jazdy pod prąd. Juz chciała delikwenta zbesztać, gdy zobaczyła, że nie ma kogo, bo autko jedzie sobie beztrosko bez kierowcy... Przyspieszyła mocno i chyba tylko cudem nie oberwała samochodem widmo w tył auta. Staneła na światłach jako pierwsza w kolejce, mając cholerne szczęście, że nikt przed nią nie jechał i już chciała powiedzieć "ufff!!!". Nie zdążyła, bo z lewej skrecił wielki przegubowy autobus, a jego kierowca widząc stojace w poprzek pasa auto, stanął przodem do K. na jej pasie. Mina kierowcy autobusu sugerowała iż K. powinna wysiąść, wziąść Up! na plecy i się ewakuować biegusiem. K. sprawdziła w schowku, czy ma kartkę i długopis bo skoro już tak sobie stoją twarzą w twarz, to może by pograli w jakieś kalambury czy cuś... Ostatecznie kierowca autobusu wykręcił na swój pas, dla K. zapaliło się zielone i mogłaby opuścić to zgromadzenie, ale nie... bo reszta kierowców próbująca skręcić w ulicę z której wyjeżdżała K. ustawili się pięknie jeden za drugim przez całe wielkie skrzyżowanie, blokując K. na amen możliwość skrętu w lewo. (jak i przejazdu w dwóch kierunkach wszystkim innym) I tak stali sobie, z zapałem na siebie trąbiąc, dopóki nie znalazł się kierowca auta widmo...
K. się zastanawia jakie przygody spotkają ją jutro na tych 4 kilometrach ;)
wtorek, 22 lipca 2014
Zabójcza K.
K. i U. zabalowali z papierami do 3 w nocy w biurze. Wracają do domu. Pod domem miejsca parkingowego jak zwykle brak, więc U. wyrzucił K. z auta przed domem i odjechał kawałek dalej by zaparkować. Nie ma go minutę, trzy, pięć... na ulicy cisza jak makiem zasiał, żadnych odgłosów silników ani kroków. O tyle podejrzane, że wolne miejsce parkingowe było jakieś 5 samochodów dalej...
K. w końcu dzwoni.
- Chcesz mnie zabić??? - mówi od razu głos w słuchawce
-??? ale jak to? - dopytuje się skonsternowana K.
- no na stacja benzynowa jestem! tu chyba niezbyt bezpiecznie przez telefon rozmawiać! - wyjaśnia U.
No tak spontanicznego wypadu po paliwko to K. przewidzieć nie mogła.
K. w końcu dzwoni.
- Chcesz mnie zabić??? - mówi od razu głos w słuchawce
-??? ale jak to? - dopytuje się skonsternowana K.
- no na stacja benzynowa jestem! tu chyba niezbyt bezpiecznie przez telefon rozmawiać! - wyjaśnia U.
No tak spontanicznego wypadu po paliwko to K. przewidzieć nie mogła.
piątek, 18 lipca 2014
K. vs telemarketerzy
Dzwoni telefon. K. odbiera...
- Dzień dobry czy rozmawiam z włascicielem telefonu?? - dopytuje się głos
- Tak - potwierdziła K. jednocześnie przewracając oczami, bo znowu oferta...
- Przeanalizowaliśmy Pani historię i w ramach dobrej współpracy, przygotowaliśmy dla pani świetną ofertę blablabla bla bla...
K. już miała pani przerwać, ale pomyślała, że tym razem sprawdzi jak długo pani bedzie tak do niej nawijać. Włączyła więc głośnomówiący, odłożyła telefon, poszła umyć naczynia po śniadaniu, wstawiła pranie, wybrała ubrania na dziś, podlała roślinki na tarasie, i poszła zrobić makijaż do łazienki, całkiem zapomnając o blablającej do niej pani. Po jakichś paru minutach wychodzi z łazienki i słyszy:
- Haaaaaaloooooo!, Haaaaaalooooo!! Słyszy mnie pani??????? Halooooooo!!!! Ma pani jakieś pytania??? Halooo!! No ku.wa znowu... PIP PIP PIP
Hmm no nie miła ta pani była na końcu! Dobrze, że K. nic od niej nie kupiła! ;)
- Dzień dobry czy rozmawiam z włascicielem telefonu?? - dopytuje się głos
- Tak - potwierdziła K. jednocześnie przewracając oczami, bo znowu oferta...
- Przeanalizowaliśmy Pani historię i w ramach dobrej współpracy, przygotowaliśmy dla pani świetną ofertę blablabla bla bla...
K. już miała pani przerwać, ale pomyślała, że tym razem sprawdzi jak długo pani bedzie tak do niej nawijać. Włączyła więc głośnomówiący, odłożyła telefon, poszła umyć naczynia po śniadaniu, wstawiła pranie, wybrała ubrania na dziś, podlała roślinki na tarasie, i poszła zrobić makijaż do łazienki, całkiem zapomnając o blablającej do niej pani. Po jakichś paru minutach wychodzi z łazienki i słyszy:
- Haaaaaaloooooo!, Haaaaaalooooo!! Słyszy mnie pani??????? Halooooooo!!!! Ma pani jakieś pytania??? Halooo!! No ku.wa znowu... PIP PIP PIP
Hmm no nie miła ta pani była na końcu! Dobrze, że K. nic od niej nie kupiła! ;)
środa, 2 lipca 2014
Machloje notarialne
O tym, że K. i U. znaleźli dla siebie piękny kawałek na tej planecie, już było. Teraz przypomnijmy, że ów piękny kawałek Świata znajduje się w Polsce...
Dobre 2 dni przed spotkaniem u notariusza, wyszło, że U. nie może kupić tej działki... No nie i koniec. Bo w papierach stoi, że to działka rolna jest i jeszcze 12 lat temu się krowy na niej pasły. A obcokrajowiec, bez zgody Mądrych Panów z MSW takiej działki kupić nie może, bo pewnie farmę założy i całe mleko z Polski wyprowadzi... Fakt, iż gmina twierdzi, że jest to teren przeznaczony pod zabudowę i nawet ma na to papiery, nie robi na Panach z MSW żadnego wrażenia. Był rodzaj pewnej paniki...
Notariusz dumał intensywnie i wydumał. Poinstruował U. o dalszych krokach a ten zadzwonił z wieściami do właściciela działki:
- Dzień dobry! wie pan co, my musimy u notariusz taka umowa przestępcza najpierw podpisać bo prawo nie pozwala mi normalnie tej działki kupić!
K. strzeliła facepalma, nakryła się nogami, a następnie szybko zareagowała:
- Umowa PRZEDWSTĘPNA, Kochanie, nie przestępcza!!!
Bo K. nie wie, czy właściciel działki taki skory do łamania prawa by był... I jeszcze notariusza w to wciągać...
Dobre 2 dni przed spotkaniem u notariusza, wyszło, że U. nie może kupić tej działki... No nie i koniec. Bo w papierach stoi, że to działka rolna jest i jeszcze 12 lat temu się krowy na niej pasły. A obcokrajowiec, bez zgody Mądrych Panów z MSW takiej działki kupić nie może, bo pewnie farmę założy i całe mleko z Polski wyprowadzi... Fakt, iż gmina twierdzi, że jest to teren przeznaczony pod zabudowę i nawet ma na to papiery, nie robi na Panach z MSW żadnego wrażenia. Był rodzaj pewnej paniki...
Notariusz dumał intensywnie i wydumał. Poinstruował U. o dalszych krokach a ten zadzwonił z wieściami do właściciela działki:
- Dzień dobry! wie pan co, my musimy u notariusz taka umowa przestępcza najpierw podpisać bo prawo nie pozwala mi normalnie tej działki kupić!
K. strzeliła facepalma, nakryła się nogami, a następnie szybko zareagowała:
- Umowa PRZEDWSTĘPNA, Kochanie, nie przestępcza!!!
Bo K. nie wie, czy właściciel działki taki skory do łamania prawa by był... I jeszcze notariusza w to wciągać...
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Wsi spokojna...
- Kochanie, ja już widzę, że to za daleko - kręci nosem U.
- Oj... bo oddałeś kierownicę żonie i się nudzisz na siedzeniu pasażera. My ledwie wyjechaliśmy z Wrocławia przecież - tłumaczy K. i twardo jedzie dalej
- No właśnie! nie ma jeszcze połowy drogi a już tu bym nie chciał mieszkać, bo za daleko od Wrocław... - obstaje U. przy swoim, K. twardo trzyma nogę na gazie i ani myśli się rozglądać za miejscem do zawracania.
- Musimy przynajmniej zobaczyć tą działkę - upiera się K.
- No dobrze ale mówie Ci, że nic z tego nie będzie - zgadza się z rezygnacją U.
Jakiś czas później K. i U. dojechali na miejsce. K. zatrzymała auto na środku leśnej drogi (bo i nie wyglądało na to, by tą drogą cokolwiek chciało jeździć) i wysiadła. Podreptała w głąb łąki. Od razu ją powalił śpiew ptaków, całe mnóstwo motyli i ten sielski spokój, którego próżno szukać w mieście. U. w tym czasie wykorzystał sytuacje, myknął na fotel kierowcy i zawrócił gdzieś w lesie.
- Kochanie chodź, wracamy! - krzyknął do K.
K. podeszła do samochodu, otworzyła drzwi kierowcy i zrobiła najbardziej stanowczą minę jaką umiała...
- Wysiadaj z auta! - zarządziła K.
- No, kochanie, nie mamy czas! - broni się U. spoglądając na zegarek
- To nie potrwa długo! - obstaje przy swoim K. i każe za sobą iść.
- No, naprawdę ładnie tu... - przyznał U. zasuwając za K. po trawie do kolan - daleko trochę ale w sumie ładnie...
- No! W końcu! - pomyślała K.
2 dni później U. opowiadał wszystkim, że znalazł piękną, wielką działkę pod dom, w innym świecie, gdzie zamiast ruchu ulicznego, słychać ptaki, zamiast gołębi latają motyle, no i chodząc trzeba uważać na żaby... a sama działka jest tuż pod lasem. W miejscowości, której nie ma na niektórych mapach, gps dolatuje najwyżej do pobliskiego kościoła, dzieci na widok samochodu wybiegają z domów z krzykiem "coś jeedzieeee!!", psy są zdziwione, że muszą ruszyć tyłek ze środka drogi a przy trochę obskubanych, starych domach w ogródkach ogrodzonych zwykłymi acz zadbanymi sztachetami, rosną w równych, wypielonych rządkach rozmaite warzywa. Wioska ewidentnie stara ale każdy dba o swoje obejście jak tylko może.
K. i U. niejedną godzinę przegadali przy płocie z przyszłymi sąsiadami, stwierdzając, że są to ludzie bardzo przyjaźnie nastawieni i otwarci. Nie inaczej było w każdym urzędzie do jakiego trafili. Tam urzędnik ma czas, by pomóc, podpowiedzieć, udzielić informacji albo załatwić sprawę od ręki, mimo tego, że zwykły czas oczekiwania, to 2 dni.
To jakiś inny świat i właśnie tam K. i U. znaleźli swój azyl, który od dziś należy do nich :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)